Bungee...

Marek | Blog Marka | 2011-06-16, 19:19

Dziesięć lat temu była sobota. Byliśmy z Trójką w Szklarskiej Porębie. 1011 notowanie Listy Przebojów poprowadziłem z Hotelu "Las". Wszyscy pytali czy skoczę. Mówiłem, że tak, ale byłem pewien, że nie. Ja i skok na bungee? A za co? Markomanię prowadziłem spod wyciągu na Szrenicę. Kiedy pojawiliśmy się tam w sobotę rano, było mało ludzi, a dźwig do skakania wyglądał jak wyrok. Nie, nie będę skakał...


Po 10 ludzi zaczęło przybywać, a mnie podkusiło, żeby powiedzieć na antenie: skoczę na bungee za 2 godziny. To było o 10.30. Potem już nie mogłem się wycofać. Czas płynął, a ja planowałem coraz więcej. Poszedłem, na stanowisko przygotowań do skoku. Poprosiłem, żeby kiedy przyjdę o 12.30 nie było nikogo w kolejce. Takie stanie w kolejce do skoku jest chyba najbardziej stresujące. Ilu jeszcze? 7, 6, 5... Nie, tego bym nie wytrzymał. Nie jestem taki odważniak. Panowie powiedzieli OK, kolejki nie będzie. Dotrzymali słowa. Michał Jakubik, realizujący stamtąd audycję, podłączył mi mały mikrofon do koszuli. Miałem sprawozdawać... Kiedy wjeżdżałem gondolą do góry miałem pietra. Gdybym nie skakał publicznie, pewnie bym się wycofał w ostatniej chwili. Tak też bywa. Najważniejszy był spokojny głos prowadzącego ceremonię. Można to usłyszeć w załączniku. Tak było. Prawda czasu. Prawdę ekranu załączę nieco później, bo jeden ze słuchaczy zarejestrował całość kamerą. Niedowiarki nareszcie uwierzą, bo po audycji miałem takie komentarze, że tylko udawałem. Teatr wyobraźni... Obok stanowiska dźwigu stało wielu słuchaczy Trójki. Także Mama z Dzieckiem. Kiedy winda unosiła mnie "prawie do nieba", Dziecko powiedziało: "Pan Marek jedzie do góry. Mamo, to już nie będzie listy przebojów?". Tak też się mogło skończyć. Skończyło się dobrze. Adrenalina niesamowita. Cały dzień chodziłem, jak nakręcony. Mój skok zachęcił Koleżanki i Kolegów. Też skakali... Wieczorem w tym samym miejscu był koncert Republiki. Grzesiu śpiewał, a skoczkowie nadal skakali...
p.s. podziękowania dla Konrada i Roberta, którzy "ocalili od zapomnienia".
Zdjęcia z Seven Mile Beach na Tasmanii. Grudzień 2010. Piękny dzień, jak widać...

Bungee...Bungee...Bungee...Bungee...
Bungee...Bungee...Bungee...Bungee...
Bungee...Bungee...Bungee...Bungee...
Bungee...Bungee...Bungee...Bungee...
Bungee...Bungee...Bungee...Bungee...
Bungee...Bungee...Bungee...Bungee...
Bungee...Bungee...Bungee...Bungee...
Bungee...Bungee...Bungee...Bungee...

Pozostałe wpisy
» Światło... (2017-10-20, 03:33)
» Downtown... (2017-10-18, 05:05)
» Deszczowa pułapka... (2017-10-15, 19:54)
» Ringo... (2017-10-14, 08:28)
» Miasto, które nigdy nie zasypia... (2017-10-13, 07:57)
» Powrót do Vegas... (2017-10-12, 07:07)
» Page... (2017-10-10, 06:46)
» W drodze... (2017-10-09, 22:22)
» Ogród Bogów... (2017-10-08, 05:55)
» Colorado... (2017-10-07, 05:55)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN