Avatar...

Marek | Blog Marka | 2010-02-03, 22:22

Zrobił na mnie wrażenie. Bajka, ale jak ładnie pokazana. Obwiałem się, że po balu i z powodu różnicy czasu zasnę na filmie jak dziecko. Nic z tych rzeczy. I pewnie wybiorę się do kina raz jeszcze. Tym razem po polsku, żeby wszystko zrozumieć. A najchętniej bym wykupił wycieczkę w tamte strony. Czy to możliwe? Nie da się, bo historia ma miejsce w 2154 roku.

Znaczy 200 lat po moim urodzeniu. Też pięknie! Wczoraj zrobiłem sobie mokrą saunę u Aliny i Roberta. Wytrzymałem 20 minut do temperatury 120 stopni… Nie nie, nie Celsjusza. Gdybym posiedział jeszcze z 10 minut to bym już był Avatarem. A tak, mogłem dziś pospacerować po Downtown Chicago. Dlatego tak lubię tutaj przylecieć na chwilę. Proszę popatrzeć na zdjęcia. To zaledwie kawałek spaceru. Następne porcje zdjęć pokażę już z kraju. Mam wtedy pewnie do nich dystans. Dziś bez dystansu!

Jutro wracam. Walizki (można mieć dwie, to poszalałem) już pełne zakupów. Najmniej tym razem… płyt. Góra dwadzieścia. Były czasy, że się przywoziło i ponad setkę. Odcinało się! To minęło i to chyba już bezpowrotnie. Koniec świata, jaki znałem. Sklepy z płytami zamykają się. Nie ma już Tower Records, Virgin. Rolling Stones już nie taki jak dawniej. Można tu kupić trociczki zapachowe i świece. Koszulki i inne gadżety. Płyt coraz mniej. Kiedyś jazz to była cała ściana płyt, teraz jest kilka półek. Coraz trudniej znaleźć ulubione tytuły. Numer jeden z tego tygodnia w Billboardzie to płyta, której fizycznie nie ma. Zestaw „Hope For Haiti Now” można kupić w iTunes. Swoje nagrania do tego projektu podarowali między innymi: Coldplay, Stevie Wonder, Sting, Madonna, Bruce Springsteen, Dave Matthews & Neil Young… Jest w czym wybierać. Ale płyty nie ma! I nie będzie… Tak chyba będzie coraz częściej. Znak czasów. Nowoczesność.

Bardzo staroświecko na swej nowej płycie (ta jest!!!) śpiewa Barry Manilow. Same najpiękniejsze miłosne piosenki wszech czasów. Jeszcze raz udało się Artyście stworzyć atmosferę święta. To chyba najważniejsze. Reszty płyt jeszcze nie przesłuchałem, ale to się zmieni po powrocie do Warszawy. I odbije pewnie na mojej liście przebojów.

Ostatnie spacery, ostatnie zakupy. Dla chrześniaków, bo takie ładne tutaj ciuchy. I nie drogie. Wracam Swiss. Będzie światowo. I mam nadzieję szybko…
Goodbye Chicago!

Avatar...Avatar...Avatar...Avatar...
Avatar...Avatar...Avatar...Avatar...
Avatar...Avatar...Avatar...Avatar...
Avatar...Avatar...Avatar...Avatar...
Avatar...Avatar...Avatar...Avatar...
Avatar...Avatar...Avatar...Avatar...

Pozostałe wpisy
» Wyrwane kartki... (2017-04-24, 20:20)
» Eliane Elias... (2017-04-22, 20:20)
» Biblioteka... (2017-04-20, 19:54)
» Stolica Australii... (2017-04-18, 20:20)
» Wielki Piątek... (2017-04-14, 19:54)
» Trzy tygodnie temu... (2017-04-13, 20:02)
» Deszczowa środa... (2017-04-12, 19:54)
» Zalatany... (2017-04-10, 19:54)
» Pięć razy śledź... (2017-04-03, 19:54)
» 55 (2017-04-01, 20:20)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN