Sade...

Marek | Blog Marka | 2010-02-08, 20:55

Chyba już teraz mogę się przyznać, że nie podobała mi się płyta Sade "Lover's Rock". Ta sprzed 10 lat. Wtedy napisałem w recenzji: "jak można słuchać piosenek Sade, w których nie gra saksofon?". Mogę więc napisać, że na taki album, jak "Soldier Of Love" czekałem aż 18 lat, od czasu "Love DeLuxe". No i się doczekałem...
Już wczoraj pognałem do galerii po „Soldier Of Love”. Byłem pewien, że jak przy innych poniedziałkowych premierach płyta będzie do kupienia „w dobrych sklepach” już w sobotę, najpóźniej w niedzielę. Musiałem się obejść smakiem. Pooglądałem duże plakaty z zapowiedziami, że 8 lutego to dzień premiery. Kupiłem więc nowego Dana Browna i zaczekałem do dzisiaj. Kiedy pojawiłem się w sklepie dokładnie w chwili jego otwarcia zdębiałem. Pan mi powiedział, że nie ma płyty „na stanie”. Jak to? A plakaty, zapowiedzi, że to najważniejsza premiera roku? To nie tak miało być! MiłyPan powiedział, że on jest od książek, a kolega od muzyki ma dyżur po południu. Odważyłem się powiedzieć, że nic mnie to nie obchodzi. Teraz idę na kawę, a za pół godziny chcę kupić album! Powiedział, że się postara znaleźć na zapleczu jedną sztukę dla mnie… Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Latte z gorącym mlekiem. Pycha, ale prawie nigdzie nie mogę się doprosić, żeby mleko było na prawdę gorące. Tak lubię i już! Jakiś dziś chyba jestem walczący…
Pół godziny później „Soldier Of Love” w wersji ładnej (65 złotych) i krajowej (37) stały wszędzie! W całym DUŻYM sklepie… Jak miło. Posłuchałem całości już kilka razy. Żadnych wielkich odkryć. Po prostu 10 pięknych piosenek. Mało jak na 10 lat milczenia, ale lepszy rydz… Piękna, piękna muzyka. Nie wiem, które utwory lubię najbardziej. Mam kilka dni do soboty, do mojej następnej listy. Na pewno coś wybiorę. Fortepian, skrzypce, saksofon. Wszystko jest. Sade w świetnej formie, a Jej nowe „dzieci’ do zakochania. Święto…
Jak dobrze, że są takie dni, kiedy można się zatracić w muzyce. Myśleć tylko pozytywnie. Lubię poniedziałki.
Z płytami Sade mam jeszcze jedno wspomnienie. Kiedy ukazał się album „Stronger Than Pride” (maj 1988) byłem akurat w Wiedniu. Kupiłem płytę na Kartner Strasse za 259 szylingów. W hotelu czytałem teksty piosenek z książeczki. „Paradise’ i „Love Is Stronger Than Pride” podobały mi się najbardziej. Muzyki mogłem posłuchać dopiero kilka dni później…
Fotoalbum. Powrót do Chicago! Again?

Sade...Sade...Sade...Sade...
Sade...Sade...Sade...Sade...
Sade...Sade...Sade...Sade...
Sade...Sade...Sade...Sade...
Sade...Sade...Sade...Sade...
Sade...Sade...Sade...Sade...

Pozostałe wpisy
» Światło... (2017-10-20, 03:33)
» Downtown... (2017-10-18, 05:05)
» Deszczowa pułapka... (2017-10-15, 19:54)
» Ringo... (2017-10-14, 08:28)
» Miasto, które nigdy nie zasypia... (2017-10-13, 07:57)
» Powrót do Vegas... (2017-10-12, 07:07)
» Page... (2017-10-10, 06:46)
» W drodze... (2017-10-09, 22:22)
» Ogród Bogów... (2017-10-08, 05:55)
» Colorado... (2017-10-07, 05:55)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN