Przyjdź do mnie, przyjdź...

Marek | Blog Marka | 2010-12-06, 19:19

Święty Mikołaju. Nie przyszedł. Nie mam żalu. Już od jakiegoś czasu to ja się staram być nieŚwiętym M. Zaczekam do tego "prawdziwego" w Święta Bożego Narodzenia. Tylko czy On mnie znajdzie tam na tym końcu świata? Może dostanę choćby jakiegoś lizaczka. No tak, ale ja już nie przepadam za słodyczami. Kiedyś było inaczej. Byłem "słodkim maćkiem". Za "Korylki" oddałbym wtedy prawie wszystko...

Teraz już ich nie robią. Nie opłaca się, bo za droga produkcja. Kto by je kupował, gdyby były za drogie? Świat się zmienia i trzeba do tego przywyknąć. Kiedy wczoraj pisałem o "Niedzieli na Głównym" (chyba jednak wielką literą, bo w piosence chodzi o Dworzec Główny) przypomniał mi się początek lat 80 ubiegłego wieku. W letnie niedziele wsiadałem w 175 i jeździłem na lotnisko. Stare Okęcie, którego już nie ma. Na odlotach była kawiarnia na pierwszym piętrze. Kupowałem kawę i "wuzetkę" i... marzyłem. O dalekich podróżach, o wielkim świecie. Słuchałem anonsów, że "samolot do Delhi jest gotowy na przyjęcie pasażerów". Zapadałem się w fotel i byłem blisko odlotów. Z miejsca, w którym siedziałem widać było restaurację dla pasażerów, którzy byli po odprawie. Już jedną nogą byli "na zachodzie". Nawet jeśli lecieli na wschód. Lotnisko było namiastką świata...
Stamtąd poleciałem do Indii, Tajlandii, Singapuru, Malezji... W pierwszą podróż do Stanów Zjednoczonych. Z tego lotniska leciałem w swój pierwszy w życiu lot. To było w 1976 roku, a leciałem do Amsterdamu. Na paszport dostawało się 10 dolarów, żeby z lotniska dojechać do miasta. Tato dał mi 50$, które przemyciłem. No tak było, nie ma co owijać w bawełnę. Byłem przemytnikiem. Ale nie żałuję. Smak 7up pamiętam do dziś....
Wracam na lotnisko w Warszawie. Po dwóch godzinach marzeń przy kawie i ciastku (cukier był wtedy na kartki, więc takie słodkie ciacho to było coś!) wracałem na Grójecką róg Banacha podbudowany myślami, że kiedyś uda mi się zdobyć świat. Cały świat. Młodzi marzą... Miałem 30 lat mniej.
Płyta na dziś: Kevin Eubanks "Zen Food". Piękny jazz, którego nie mam gdzie zagrać. Ale polecam. Ballady cudownej urody...
Wino na dziś: Jacob's Creek Shiraz Rose 2009. Pyszne, delikatne, smakuje jak niebo... Znaczy skąd mogę to wiedzieć, nie było mnie w niebie...
p.s. "Niedziela na Głównym" to Wojciecha Młynarskiego wersja "Dimanche a Orly" Gilberta Becaud (1964). To już wiem skąd to lotnisko!

Dla Mikołajów najlepsze życzenia, dla Całej Reszty - serdeczne pozdrowienia!

Pozostałe wpisy
» Eliane Elias... (2017-04-22, 20:20)
» Biblioteka... (2017-04-20, 19:54)
» Stolica Australii... (2017-04-18, 20:20)
» Wielki Piątek... (2017-04-14, 19:54)
» Trzy tygodnie temu... (2017-04-13, 20:02)
» Deszczowa środa... (2017-04-12, 19:54)
» Zalatany... (2017-04-10, 19:54)
» Pięć razy śledź... (2017-04-03, 19:54)
» 55 (2017-04-01, 20:20)
» Sting, hiacynty i storczyki... (2017-03-29, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN