Hanging Rock

Marek | Blog Marka | 2007-11-26, 09:43

"Piknik Pod Wiszącą Skałą" z Anką i Edkiem. Tak jak w kinie wiele lat temu. Tamta historia była zmyślona, moja podróż prawdziwa. Zatoczyło się koło, bo Hanging Rock to była pierwsza wycieczka z Melbourne 12 lat temu, podczas mojego pierwszego tutaj pobytu. Zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od miasta, cudowne miejsce na piknik dla mieszkańców metropolii...
Wielu tak pomyślało tego dnia, w końcu była niedziela. Ciżba ludzka, ale bardzo przyjemnie. Wszyscy się jakoś pomieściliśmy, bo to rozlegle miejsce. Eukaliptusy nie dają dużo cienia, ale znalazło się trochę i dla nas na lunch pod drzewami. Przyznam, że mało pamiętałem z poprzedniego pobytu. "Czas nie czeka na nas". Odkrywałem to miejsce jakby pierwszy raz. Poza tym jest wiosna, wszystko kwitnie i pewnie inaczej wygląda. Zapraszam do fotoalbumu. Prawie pod samą górą jest winiarnia Hanging Rock. Cudowne, urokliwe miejsce. Winiarnia działa od 1982 roku. Zwykle zbierają 13 ton winogron, w ostatnim roku zebrali tylko 3 tony. Wino będzie drogie. Testowanie to miłe zajęcie. Ostatnie zakupy... Edziu będzie miał co pakować. W drodze powrotnej Organ Pipes, formacja skalna wyglądająca jak organy. Pochodzenie wulkaniczne, podobnie jak skała wyglądająca jak rozeta. Takich miejsc są tutaj setki, tysiące. Wszystkie dobrze oznaczone brązowymi drogowskazami. Podróżowanie po Australii to sama przyjemność i łatwość. Trzeba mieć tylko trochę kasy i dużo czasu. No i najważniejsze. Znajomych i przyjaciół, z którymi można te skarby odkrywać. Ja mam szczęście, że ich mam... Chciałem, żeby to był mój ostatni raz. Pewnie jak zwykle nie dotrzymam sobie słowa. Chciałem się odchudzić, nie ma na to szans. W miejscu, gdzie na każdym kroku pokusy kulinarne i najlepsze na świecie wino. Kiedy byłem tutaj pierwszy raz mówiono mi, ze specjalność kuchni australijskiej to ryba i frytki. I to tyle, jeśli szło o kuchnie. To się BARDZO zmieniło. Nigdzie na świecie nie jadłem takich smacznych rzeczy, jak tutaj. Wielokulturowość kontynentu wymieszała także kuchnie. Jest dobrze! I tego się będę trzymał. Kiedy Wy czytacie te słowa, ja już pewnie dolatuje do Bangkoku... Połowa drogi powrotnej.

Hanging RockHanging RockHanging RockHanging Rock
Hanging RockHanging RockHanging RockHanging Rock
Hanging RockHanging RockHanging RockHanging Rock
Hanging RockHanging RockHanging RockHanging Rock
Hanging RockHanging RockHanging RockHanging Rock

Pozostałe wpisy
» 18.10.18 (2018-10-18, 19:54)
» Taka Warszawa... (2018-10-17, 20:20)
» Pułapka nęcąca... (2018-10-14, 19:54)
» Marina Livia... (2018-10-13, 19:54)
» Noce są inne... (2018-10-11, 19:54)
» Pióropusze... (2018-10-09, 19:54)
» Deszcz liści i tak opadnie... (2018-10-08, 19:54)
» Porto inaczej... (2018-10-06, 19:54)
» SJCafe18... (2018-10-05, 19:54)
» Ajaccio, Korsyka... (2018-10-04, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN