Deszczowa pułapka...

Marek | Blog Marka | 2017-10-15, 19:54

Proszę zapiąć pasy. Wczoraj wracaliśmy z Vegas do Chicago. Z hotelu wyjechaliśmy o 11. Samochód trzeba było oddać na lotnisku przed południem. Oddaliśmy... Autobus zawiózł nas do miejsca odpraw. Pomyśleliśmy, odprawimy się wcześniej. Samolot miał odlecieć za ponad 4 godziny. Maszyna losująca pokazała nam, że możemy wziąć wcześniejszy lot. Odprawa na pół godziny. Kto by nie brał? Wzięliśmy...



Po dojściu do stanowiska D 57 okazało się, że mamy jeszcze co najmniej pół godziny, bo samolot odleci nie o 12.54, tylko o 13.42. Też dobrze. Kawa? Kawa... latte z bardzo gorącym mlekiem, bo taką tutaj podają. Pyszna. Coś nas nie zapowiadają? Pasażer się niepokoi, więc się ustawia w kolejce do samolotu. My jesteśmy w czwartej grupie. Stoimy... To ja może usiądę? Ruszyło się. Wsiadamy! Coś długo to trwa. Ruszamy przed 15. To i tak godzinę wcześniej, niż mieliśmy odlatywać. PanPilot mówi, że lot do Chicago potrwa dziś trzy godziny i jedną minutę. Na pokładzie zimno, jak w psiarni. Wyciągam kurtkę. Kiedy zapadam w letarg PanPilot mówi, że jednak lot potrwa 3 godziny i 22 minuty. Cały samolot mówi: thank You! PanSteward podaje herbatę z cytryną. Mogłaby być gorąca, ale nie kapryszę. Kiedy zapadam w kolejny letarg, PanPilot mówi, że jednak wylądujemy w Indianapolis, bo nad Chicago szaleje burza i mocno pada. Tankujemy, znaczy tankują nam samolot, bo mieliśmy za mało paliwa? Całe szczęście, że nie wysiadamy, bo to by potrwało ze 2 godziny? Nie wysiedliśmy, a potrwało dłużej. Chyba musieliśmy odczekać w kolejce do lądowania w Chicago, bo lot z Indianapolis trwa tylko 40 minut. Wystartowaliśmy około północy (w Chicago była 23). Na bagaż czekaliśmy do chicagowskiej północy. Chicago zalane deszczem. Ale już przejezdne. Zamiast iść spać, zjedliśmy po kanapce z polską szynką i polskim serem. To był pierwszy posiłek od rana. Nie licząc po drodze banana... Zamiast 3 godzin nasza podróż trwała trochę ponad 8. Spać... A co zrobili Polacy, którzy liczyli na samolot do Warszawy? Pewnie są gdzieś w drodze... Szczęśliwej podróży.

Deszczowa pułapka...Deszczowa pułapka...Deszczowa pułapka...Deszczowa pułapka...
Deszczowa pułapka...Deszczowa pułapka...Deszczowa pułapka...Deszczowa pułapka...
Deszczowa pułapka...Deszczowa pułapka...Deszczowa pułapka...Deszczowa pułapka...
Deszczowa pułapka...Deszczowa pułapka...Deszczowa pułapka...Deszczowa pułapka...

Pozostałe wpisy
» Śnieg, śnieg... (2018-12-17, 19:54)
» Hobart, Tasmania... (2018-12-15, 19:54)
» Boulder, Colorado... (2018-12-13, 19:54)
» Koliber... (2018-12-10, 19:54)
» Bowie... (2018-12-08, 20:20)
» Mikołaju... (2018-12-06, 22:22)
» Ślizgawica... (2018-12-03, 19:54)
» December Boys... (2018-12-01, 19:54)
» Nagle... (2018-11-29, 19:54)
» Matt Dusk... (2018-11-26, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN