Wiosna jest piękna, nie da sie ukryć...

Marek | Blog Marka | 2007-10-18, 09:38

Pomyślałem, że będę pisał, gdy u mnie już dzień się kończy, a u Was zaczyna. Jak pomyślałem - tak zrobię. Przy okazji doniosę, że edytorem moich tekstów w kraju jest Sama Alina Dragan! Oklaski... Podjęła się tej brudnej roboty, bo tu nie mam polskich znaków. Dzięki Alinie łatwiej Wam się czyta. Dzięki Alino...W kraju dzień się zaczyna, a tutaj już można odkorkowywać. Ależ piękny to był dzień... Wiosna. Całe Sydney biega w porze lunchu. Ja strzelałem zdjęcia, bo "wszystko kwitnie w koło". Byłem już tutaj tyle razy i nie nudzi mi się przy Operze, przy Harbour Bridge, w Darling Harbour. Te miejsca widziane wiele razy teraz wyglądają inaczej. Wiosna to pora radosna. Kochają się ludzie i świat się budzi do życia. Pięknie, no pięknie... Pociąg w stronę miasta, City Bound prawie pełen i mocno kolorowy. Downtown to jednak białe miasto. Tutaj najważniejszy biznes i duża kasa. Mnie to nie przeszkadza, ja tylko jestem tutaj przechodniem. Nikt mnie nie poznaje, choć polski język słychać często. Wczoraj z Piratem chodziliśmy po Downtown, potem Watsons Bay ("jedząc rybe"), następnie najsłynniejsza na świecie Bondi Beach. Światło fotograficzne, jak widać na załączonych obrazkach było świetne. No to strzeliłem! Wieczorem wietnamczyk w Dulwich Hill. Pycha. Mój numer jeden to kurczak curry z mlekiem kokosowym. Palce lizać i wino pić! Testujemy "sieradze" znaczy Shirazy. Nie będę pisał o cenach wina, żeby czytelnikowi nie było przykro. OK, napisze, ze Lindemansa Chardonnay u Murphy'ego można czasem kupić i za 5$ znaczy jakieś 12 złotych za butelkę. Wystarczy? U nas kosztuje pięć razy tyle. I tyle! Dźwignąłem (jak mówi Ziutek), znaczy spać poszedłem dopiero około 22. Spałem 9 godzin, znaczy jetlega nie będzie. Mam nadzieje. Dziś było znacznie więcej słońca i cieplej. Zapomniałem do miasta zabrać czapeczki i chyba słońce mnie wzięło. Nic to... Będę czerwony, chwileczkę. Dziś na obiad mamy kopytka z sosem pomidorowym. Już pachnie, więc kończe i do jutra. Zaraz, zaraz... Byłem w sklepach z płytami. Są zapisy na nowy Eagles (30.10) i Delte Goodrem (20.10). Można wylosować obiad z Deltą, ale się nie zapisałem, bo zaraz wyjeżdżamy... Za to mam nowa Melisse Etheridge. Ledwie człowiek wyleci z kraju, a już sypie nowościami...


Stąd Listę Trójki nadawaliśmy w marcu tego roku


A tak sobie usiadłem przy Operze


no i jeszcze taki widok o zachodzie słońca, ze stopni Opery


Opera w Sydney z tej drugiej strony...


Pirat mówi, że się trochę garbie. Starość jaka, albo co?


w tle Harbour Bridge, a mnie dogina jetleg, znaczy pospałoby się...


"Jedząc rybę" w Watsons Bay, znaczy Pirat, jak widać zamówił muszelki...


a to Jest Pirat, znaczy Krasnoludek, znaczy Fotograf... Wszystkie zdjęcia, na których jestem zrobił Pirat, reszta moja...


robie zdjęcie najsłynniejszej Bondi Beach


no i chyba się udało...


a to jest brudas, bo wyjada z koszy na śmieci...


To są Kangaroo Fingers, znaczy paluchy kangura...

Pozostałe wpisy
» Wilgotność... (2018-07-19, 19:54)
» Eukaliptus... (2018-07-16, 19:54)
» Chce się żyć... (2018-07-14, 19:54)
» Pod jesień? (2018-07-12, 19:54)
» Międzyzdroje... (2018-07-09, 19:54)
» Czereśnie, wiśnie... (2018-07-04, 19:54)
» Zawracanie głowy... (2018-07-02, 19:54)
» Pani Irena... (2018-06-30, 19:54)
» Czwartek... (2018-06-28, 19:54)
» Pomylony... (2018-06-27, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN