Cień Dziecka...

Marek | Blog Marka | 2011-06-01, 19:19

To był zawsze wspaniały dzień. Kończył się maj, najpiękniejszy miesiąc. Już zaraz miały być wakacje. Pachnące jak nic innego. W dzieciństwie nie zawsze wyjeżdżałem na kolonie letnie, czy obóz harcerski. Najczęściej spędzało się je w domu. Cudownie, bo w lesie, zbierając jagody, poziomki, maliny, grzyby... Nad rzeką, która wtedy była na tyle czysta i głęboka, że dało się pływać, a nawet skakać na główkę.


Ja nigdy nie skakałem. Nie dlatego, że byłem jakiś taki "dudek bojący", ale zawsze byłem wyrośnięty, a wyrośniętym nie udawało się skakać do naszej rzeki. Jednak była za płytka. Na Dzień Dziecka dostawaliśmy od Rodziców drobne prezenty. Najczęściej chyba po 5 złotych. To wtedy był skarb. Można było za to iść do kina "Rolnik" na "Przybycie Tytanów" lub "Rancho Teksas". Albo do Baśki na lody. Dwa po złotówce były w sumie większe, niż jeden za 2 złote. No i było więcej wafla. Wystarczyło jeszcze na 10 deko cukierków koktajlowych. Świat był nasz! Jeśli na kolację Mama zrobiła kanapki z rybą z puszki, to już więcej niczego nie było potrzeba. Chleb smakował jak chleb. Rybki z puszki były rarytasem... A tak mnie jakoś dziś dopadło. Włączyłem sobie "Time" Lionela Richiego i pomyślałem o tym, jak to wszystko szybko się dzieje. "Już niedługo jedne urodziny we wtorek, a następne będziesz miał wnusiu we czwartek". Tak powiedziała Babcia Lionela, kiedy w jej setne urodziny podarował Jubilatce gazetę sprzed 100 lat. Sto lat! W końcu wszyscy jesteśmy czyimiś dziećmi.
Wracam do zdjęć z Bruny Island. To był 2 stycznia tego roku. Piękny dzień w zjawiskowo fotogenicznym miejscu. No i te czereśnie. Największe i najsmaczniejsze, jakie jadłem. Po 30 dolarów za kilogram. Drogo? Tak, ale było warto... W tym roku jeszcze nie próbowałem naszych truskawek. Może jutro... Za to zajadam się szparagami. Tylko zielone!
A, jeszcze płyta na dziś: Włodek Pawlik "Struny na ziemi". Muzyka do wierszy Jarosława Iwaszkiewicza. Śpiewają Lora Szafran i Marek Bałata. Recytuje Robert Więckiewicz. Rewelacja... Nic łatwego, ale warto. Znaczy koniecznie! Pan Włodek odwiedzi mnie w Markomanii w najbliższą sobotę. Zapraszam.

Cień Dziecka...Cień Dziecka...Cień Dziecka...Cień Dziecka...
Cień Dziecka...Cień Dziecka...Cień Dziecka...Cień Dziecka...
Cień Dziecka...Cień Dziecka...Cień Dziecka...Cień Dziecka...
Cień Dziecka...Cień Dziecka...Cień Dziecka...Cień Dziecka...
Cień Dziecka...Cień Dziecka...Cień Dziecka...Cień Dziecka...
Cień Dziecka...Cień Dziecka...Cień Dziecka...Cień Dziecka...
Cień Dziecka...Cień Dziecka...Cień Dziecka...Cień Dziecka...
Cień Dziecka...Cień Dziecka...Cień Dziecka...Cień Dziecka...

Pozostałe wpisy
» Eliane Elias... (2017-04-22, 20:20)
» Biblioteka... (2017-04-20, 19:54)
» Stolica Australii... (2017-04-18, 20:20)
» Wielki Piątek... (2017-04-14, 19:54)
» Trzy tygodnie temu... (2017-04-13, 20:02)
» Deszczowa środa... (2017-04-12, 19:54)
» Zalatany... (2017-04-10, 19:54)
» Pięć razy śledź... (2017-04-03, 19:54)
» 55 (2017-04-01, 20:20)
» Sting, hiacynty i storczyki... (2017-03-29, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN