Zmierzch...

Marek | Blog Marka | 2015-03-16, 19:54

Szara godzina. Zapatrzenie... Takie, że trudno zamknąć oczy na chwilę. Ale ja zamykam, żeby zapamiętać. Ten nowoczesny aparat w gałce ocznej. Może kiedyś? Na razie muszą wystarczyć wspomnienia. I zdjęcia. To była niedziela, 17 sierpnia ubiegłego roku. Cudowny dzień. Pełen słońca. Taka australijska zima. Kununurra. Niby w w Zachodniej Australii, a jednak prawie na końcu świata. Hrabstwo Wyndham - East Kimberley...





Beauty of Kununurra, czyli piękno, to trochę nadużycie, ale to dziwne miasto robi jednak niesamowite wrażenie. Za gorąco. Byłem tam dwa razy i dwa razy było mi za gorąco. Trochę jak w piekle? Tam mnie jeszcze nie było. Choć ten sen ostatniej nocy? Zepsuły mi się okulary, aparat nie strzelał najpiękniejszych zdjęć, wpadłem do wody. Ale na szczęście dopłynąłem do brzegu. Zaraz potem się obudziłem. I już nie chciało mi się wracać w sen. 17 sierpnia pojechałem dużym autokarem do Lake Argyle. Największe stworzone przez człowieka na ziemi jezioro słodkiej wody. Zbiornik Australii. Żeby nie zabrakło… Stamtąd łódką po Ord River do Lake Kununurra. Cudowna jazda. Jak widać na zdjęciach. Zachód słońca. Wpisany w zestaw atrakcji. Czy chciałbym tam wrócić?
Wczoraj dzień w Pendolino. To widać i słychać. W trzy i pół godziny nad morze? Mnie się to bardzo podoba. Będę korzystał. I ten schabowy. Śniadanie jadłem w domu o 8. Schabowego zamówiłem w pociągu w drodze powrotnej z Gdyni. Znaczy po 8 godzinach? Może dlatego tak bardzo mi smakował… Zniknąłem jakimś cudem maszynkę do kasowania biletów, co mi ją przekazał Andrus na Dworcu Centralnym. Na szczęście dziś się okazało, że się znalazła! Jak dobrze… Anna Maria Jopek była świetna w piosence o Pendolino, ale także w kawie. Czarnej i białej. Ja podawałem cukier, łyżeczkę i ciastko przepyszne do kawy. Taka robota…
Po powrocie do domu otworzyłem komputer. Wśród wiadomości była i ta o śmierci Mike’a Porcaro. Walczył, ale z ALS podobno się nie wygrywa. Cały dzień dziś słucham płyty TOTO „Mindfields” (1999). Genialna…
Wino na dziś: Haselgrove McLaren Vale Shiraz 2002 (TOTO wydali wtedy “Through The Looking Glass”), South Australia. Nie wiem jakim cudem ocalała ta ostatnia flaszka w mojej lodówce? Była na dolnej półce… Prawdopodobnie jedno z najlepszych win, jakie piłem. Nie ma już takich smaków w nowoczesnych winach. Nie ma już takich roczników. Pierwsza połowa lat dwutysięcznych. Cuda, cuda ogłaszają…
Aaaa! Od jutra biorę tydzień urlopu w pracy.

Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...
Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...
Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...
Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...
Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...
Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...
Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...
Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...
Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...Zmierzch...

Pozostałe wpisy
» Pada... (2017-08-19, 19:54)
» Zamach w Barcelonie... (2017-08-17, 20:02)
» Biurko... (2017-08-14, 19:54)
» Zamek Czocha... (2017-08-12, 19:54)
» Dzwonek Karkonoski... (2017-08-10, 19:54)
» Byłem w Nowym Jorku... (2017-08-09, 20:02)
» WodaWodaWoda... (2017-08-03, 19:54)
» Upał i prawdziwki... (2017-07-31, 19:54)
» Styx... (2017-07-29, 19:54)
» All Things Must Pass... (2017-07-27, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN