Przelewanie czasu...

Marek | Blog Marka | 2016-01-14, 19:54

Piosenke pod takim tytułem śpiewała kiedyś Edyta Geppert. Ładnie... Mnie się jakoś ten czas przelewa za szybko. Tydzień temu świętowałem urodziny Davida Bowiego. Minął tydzień i wszystko się zmieniło. Czasami tak jakoś mnie przygina. Mam chyba coraz mniej cierpliwości. Dobrze, że jeszcze nie wybucham. Dziś nie miałem kiedy robić kroków. Siedząca praca. Kiedy zmęczony wróciłem koło 17, pomyślałem, żadnych kroków, żadnego bloga...




Ale nie mogę odpuszczać! Udało się z krokami (tylko trochę ponad 10 tysięcy), będzie więc i blog. Za oknem znowu mamy „zimowy plakacik”. W sam raz do chodzenia. Kto by pomyślał, połowa stycznia. Dzień coraz dłuższy. Noce krótsze… Śpię niespokojnie. Śniło mi się lato. Było ciepło, a powietrze pachniało jak w Australii. Tak, tam zupełnie inaczej pachnie świat. Słodko. Chodziłem do południa (we śnie!). Zrobiłem dużo zdjęć. Tym razem aparacik nie odmawiał posłuszeństwa. Na lunch zjadłem mango z lodówki. Przecież ja nie jem niczego zimnego! No tak, ale to było we śnie. Potem wziąłem długi prysznic. Najwspanialsza rzecz, jaką człowiek wymyślił. A taka prosta… Pomyślałem, że zaczekam do późnego popołudnia, aż do czasu, kiedy słońce nie będzie paliło skóry. Wtedy zrobię jeszcze jeden spacer. To może teraz lampka wina? Jacob’s Creek Reserve Shiraz 2009, Barossa Valley, South Australia. Co ja robiłem w 2009 roku? Pomyślę o tym jutro. Nagle dopadł mnie sen. Jak to, we śnie! Tam wszystko jest chyba możliwe. Po przebudzeniu pomyślałem, że FishFrenzy na kolację to będzie dobry pomysł. Kolejne 10 tysięcy kroków. Wakacje to piękny czas. W tle płyta na dziś: Missy Higgins „Oz”. W sam raz… Pomarzyć dobra rzecz, w czwartkowe popołudnie.
A zdjęcia stamtąd. Pięć lat temu. Ciągle ten ogród lawendowy i okolice. Słońce, dużo słońca. I ten zapach. Trochę słodki, trochę zatykający. Tak chyba pachnie lato…
A jutro elpetrójka. Namawiane do głosowania na Listę. Na którym miejscu będzie „Lazarus”? Proszę posłuchać. Piotr Baron poprowadzi kolejne wydanie naszej listy…
A ja jutro ugotuję pomidorową. Bo mam na nią okrutną ochotę. Nie wyjdzie taka, jak u Mamy…

Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...
Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...
Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...
Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...
Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...
Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...
Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...
Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...
Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...Przelewanie czasu...

Pozostałe wpisy
» Grand Canyon... (2017-12-09, 19:54)
» Broken Wings... (2017-12-07, 18:25)
» Barbórka... (2017-12-04, 19:54)
» Na rudo... (2017-12-02, 19:54)
» Hoover Dam... (2017-11-30, 19:54)
» Nasza klasa... (2017-11-27, 19:54)
» czarny piątek... (2017-11-24, 19:54)
» Indyk... (2017-11-23, 19:54)
» Pierwszy śnieg... (2017-11-20, 19:54)
» Alone... (2017-11-18, 20:22)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN