Powrót do miejsc najpiękniejszych

Marek | Blog Marka | 2008-02-27, 16:06

Panie Marku, chyba Pan zaniedbuje "naszą" ulubioną Australię! Ja zaniedbuję? Zawsze mogą Państwo sięgnąć do archiwum, prawda? Na szczęście mam jeszcze sporo niepublikowanych tutaj zdjęć, więc bardzo proszę. Takich powrotów będzie zresztą chyba więcej. Dzisiaj cofamy się do stycznia 1998 roku. Było to więc dokładnie 10 lat temu...

Australia 1997/1998. To był bardzo intensywny wyjazd. Przez Wiedeń 777 Lauda Air. Święta z Anką i Edkiem w Melbourne, zaraz potem Tasmania z Nimi przez 2 tygodnie. Launceston, Swansea, Hobart, Port Arthur, Strahan… I wiele pięknych miejsc po drodze. Następnie Sydney, a stamtąd wypad na 3 dni do Ayers Rock. W samym środku sezonu! Kierowca autobusu z lotniska do kompleksu hotelowego powiedział, że jest 45 stopni Celsjusza, ale po południu będzie 55! Trochę się przestraszyłem, ale tylko trochę… Mieszkałem w Desert Gardens Hotel w pokoju 170. Klima, kosz owoców, basen, te sprawy. Życie jest piękne! Zwłaszcza w takich miejscach. Wstaje się o 4 rano, żeby zobaczyć górę o wschodzie słońca. Potem cały dzień w barze, albo basenie, bo na słońcu można dostać udaru. Po południu oglądanie góry w zachodzącym słońcu. Moim zdaniem wygląda wtedy zdecydowanie korzystniej, proszę sprawdzić na zdjęciach. Upał był taki, że podczas wycieczki do Kata Tjuta (Olgas) myślałem, że już po mnie. Może piłem za mało wody. Norma przewiduje litr wody na godzinę. I nie wolno tego zaniedbać… Piękna natura. Cudowne miejsce. Święte dla Aborygenów. Można wchodzić na Ayers Rock, ale można też dostać certyfikat:” Nie zdobyłem Uluru”. Ja mam właśnie taki. Nie ze strachu. Aborygeni uważają, że wchodząc na górę zabiera się z niej część energii. A na to nie miałem ochoty. Tam jest tak atrakcyjnie, że nie trzeba zdobywać szczytu. Jak widać na zdjęciach „mrówkami” są głównie Japończycy. Może nie znają angielskiego? Mnie wystarczyło obcowanie z tymi magicznymi miejscami. Moim zdaniem jest to jeden z najbardziej niesamowitych zakątków ziemi. Robi wrażenie i chce się tam wracać. Ja po kilku latach wróciłem… Może nie ostatni raz?
Nocny telefon poinformował mnie 17 stycznia, że dyrektorem Trójki został Piotr Kaczkowski. A ja już zaraz miałem wracać do kraju. Jeszcze tylko 3 piękne dni w Sydney. Blue Mountains kolejny raz. Jakoś tak mi się wydawało, że nie uda się tam nigdy więcej wrócić… A to był dopiero trzeci raz z dziesięciu!
Myślałem, żeby umieścić w galerii 24 razy Ayers Rock (24 ujęcia tej samej skały, z co najmniej 100 zdjęć jakie mam), ale kiedy zobaczyłem Kata Tjuta w niezwykłym świetle, postanowiłem, że nie ma co czekać do następnej okazji. Słońce jest głównym bohaterem tej sesji. Cudowne… Bez niego nie ma życia. Mamy więc „dwa w jednym” – Uluru i Olgas.
A które zdjęcie najładniejsze? Czekam na listy…

Powrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszych
Powrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszych
Powrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszych
Powrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszych
Powrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszych
Powrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszychPowrót do miejsc najpiękniejszych

Pozostałe wpisy
» Górom... (2018-02-19, 19:54)
» Dzień radia... (2018-02-12, 19:54)
» Igrzyska... (2018-02-10, 19:54)
» Na pączka... (2018-02-08, 20:02)
» Pokora... (2018-02-05, 19:54)
» Dzień ciasta marchewkowego... (2018-02-03, 19:54)
» Remont trwa... (2018-02-01, 19:54)
» Siekorki... (2018-01-29, 19:54)
» A Foggy & Smoggy Day... (2018-01-27, 19:54)
» SJCafe17... (2018-01-25, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN