W tonacji Trójki...

Marek | Blog Marka | 2010-09-27, 18:33

Ta audycja dziś wraca na antenę. Jeden ze sztandarów naszej stacji w latach 70 i 80 ubiegłego wieku. Pierwsze tonacje zrobiłem za Wojtka Manna w 1982 roku. To były sobotnie wydania tej audycji. Nie mam ich w archiwum. Mam w pamięci, choć coraz bardziej wyblakłe. W pierwszej audycji mogła być grupa Fleetwood Mac i okolice. Stevie Nicks, Lindsey Buckingham, Bob Welch. Pamiętam, że musiałem napisać scenariusz, który zaakceptowała szefowa redakcji muzycznej...


Były takie czasy. Następnie grałem w piątki. Jeszcze ze starego studia emisyjnego. Z takiego miejsca, gdzie cały program prowadził spiker. Już prawie nie ma tego zawodu w radiu. A ja właśnie od niego zaczynałem w Łodzi. W 1978 roku. Spiker zapowiadał audycje i czekał na następne wejście na antenę. Bywało, że nawet dwie godziny, bo tyle trwała Lista Przebojów. Niby nic takiego, a do dziś pamiętam "spikerowanie" Stelli Weber, Aliny Rudnickiej, Krysi Czubówny, Agnieszki Rogińskiej, Janusza Szydłowskiego... Długo by wymieniać. Kiedy kończyła się piosenka dawałem realizatorowi znak wciskając na pulpicie przede mną kwadracik z napisem "antena". Gdy go wyciskałem, to był znak zakończenia zapowiedzi. Na starych taśmach pewnie to słychać. Tylko czy są jeszcze jakieś takie stare taśmy? Na nowoczesnych pulpitach są nadal przyciski, ale teraz kiedy kończę, daję znak ręką. To wystarczy, żeby zagrało... Wszystko się zmienia. Nie zmienia się dla mnie od lat uczucie, jaki mi towarzyszy, kiedy zapala się czerwona lampka na mikrofonie. Wtedy mogę zrobić wszystko... No, prawie wszystko. Taka magiczna godzina "W tonacji Trójki", to dla mnie teatr wyobraźni. Wielkie wyzwanie. Czasem się udaje, często jest inaczej. Anioł nie przelatuje nad studiem. Jak będzie w najbliższy czwartek? Zapraszam do Trójki po 15. Mam już przygotowanych ponad 20 płyt. A zdołam zagrać pewnie z 9 piosenek.
Na zdjęciach jeszcze jedna wycieczka nad Dove Lake w Cradle Mountain National Park. Lipiec ubiegłego roku. Kiedy patrzę na te zdjęcia nie bardzo chce mi się wierzyć, że ja tam byłem. A może to był tylko sen? Piękny i kolorowy... Ostatniej nocy śniła mi się Meryl Streep. Szczęściarz! Byliśmy w górach. Oblodzonych. Było niebezpiecznie. Byłem pewien, ze spadnę, ale wtedy przypomniałem sobie, że to tylko sen. Wtedy zawsze się budzę... Była 5.55.
Można wstawać.

W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...
W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...
W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...
W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...
W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...
W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...W tonacji Trójki...

Pozostałe wpisy
» Badach... (2017-07-24, 19:54)
» Poranne ptaszki... (2017-07-22, 19:54)
» Grzybobranie... (2017-07-20, 19:54)
» Komputery... (2017-07-17, 19:54)
» Radio California... (2017-07-15, 19:54)
» Bonifacio... (2017-07-13, 19:54)
» Deszczowy lipiec... (2017-07-11, 19:54)
» Zielona godzina... (2017-07-08, 19:54)
» Sopot trzeci raz... (2017-07-06, 19:54)
» Słoneczny Sopot... (2017-07-04, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN