Chicago!

Marek | Blog Marka | 2008-02-20, 18:33

To jest jedno z moich ulubionych miejsc w Stanach Zjednoczonych. Może dlatego, że jeszcze nie odwiedziłem Yellowstone Park. Tam wszak mieszka mój krewniak Miś Yoggi. Tak, uwielbiam też Nowy Jork, szczególnie Broadway i okolice. Obiecuję wspomnienia z tamtych miejsc... Wiosna w Nowym Jorku jest piękna, to może wtedy. Chicago odwiedzałem po prostu najczęściej. Mówią, że to brzydkie miasto. Zapraszam do galerii zdjęć...

Kiedy byłem w Stanach pierwszy raz, a było to w 1987 roku, myślałem, że to będzie ten jeden, jedyny raz. Kiedy kilka lat później pojawiłem się pierwszy raz w Chicago na zaproszenie radia polonijnego WPNA, też myślałem, że takie rzeczy dzieją się tylko jeden raz. Myliłem się, bo czasy już zaraz potem się zmieniły i od tamtej pory odwiedziłem Wietrzne Miasto już kilkanaście razy. I lubię tam wracać. Bo miejsca, bo ludzie, bo… sklepy z płytami. Tak, kupowanie płyt to jedno z moich uzależnień. I lubię je bardzo. Teraz jest inaczej, łatwiej. Wystarczy, że mój kolega Janusz („Wietrzne Radio”) pojedzie do Rollina (sklep Rolling Stones), zadzwoni do mnie stamtąd, przejdzie alejką ze smooth jazzem, a potem z nowościami i już za kilka dni słucham właśnie teraz, pisząc te słowa, nowej płyty Holly Cole. No bardzo przyjemnie… A jak Jasiu nie znajdzie płyt w Rollinie, to poproszę o nie Roberta, który często odwiedza sklepy sieci Borders. Tam mają wszystko! Czasem trochę drożej, ale i tak taniej, niż u nas. Dla mnie dobrze, że dolar tak słabo stoi! Nic jednak nie zastąpi adrenaliny, kiedy w sklepie wszystko można włożyć do koszyka. Ileż odkryć i fascynacji. Cudowna sprawa. A potem mogę się dzielić tymi wynalazkami z moimi słuchaczami. Lubię w Chicago odwiedzić Hard Rock Cafe i zjeść Chicken Fingers Tupelo Style. Lubię wpaść do Starbucks i wypić Tall Americana. Lubię Downtown, to chyba widać na zdjęciach. Jakoś zawsze odwiedzałem Chicago, kiedy było tam pięknie i ciepło, nawet jeśli był to kwiecień, albo listopad. Szczęściarz…
W sklepie Tower Records zobaczyłem kiedyś ogłoszenie, że właśnie tego dnia po południu wystąpi tam Suzanne Vega, z akustycznym koncertem promującym płytę „Nine Objects Of Desire”. Nie trzeba mnie było dwa razy zapraszać! Byłem, siedziałem w kucki, jak reszta publiczności i chłonąłem każdą piosenkę. Takie chwile się pamięta… Po trzech kwadransach koncertu Suzanne podpisywała okładki płyt. Na mojej napisała: „To Marek”. Obiecała kiedyś odwiedzić nasz kraj i tak się stało. To był 1996 rok. Lionel Richie wracał na rynek po kilku latach genialnym albumem „Louder Than Words”. Już zaraz potem miałem się z Nim spotkać w Paryżu. Paryż, Londyn, Vancouver, Niagara, Portugalia, Jamajka, Amsterdam… Tyle jeszcze wspomnień i zdjęć. A za 10 dni Bieg Piastów. Na pewno wrócę jeszcze do Jakuszyc i zimowej Szklarskiej Poręby przed 1 marca.

Chicago!Chicago!Chicago!Chicago!
Chicago!Chicago!Chicago!Chicago!
Chicago!Chicago!Chicago!Chicago!
Chicago!Chicago!Chicago!Chicago!
Chicago!Chicago!Chicago!Chicago!
Chicago!Chicago!Chicago!Chicago!

Pozostałe wpisy
» Jutro Warszawa... (2018-08-15, 02:22)
» Przelewanie czasu... (2018-08-12, 18:18)
» Milczenie... (2018-08-08, 17:17)
» Przeminęło z wiatrem... (2018-08-02, 19:54)
» Kora... (2018-07-30, 19:54)
» Szał Niebieskich Ciał... (2018-07-28, 19:54)
» Upał... (2018-07-26, 19:54)
» Droga, którą jechałem... (2018-07-23, 19:54)
» Wilgotność... (2018-07-19, 19:54)
» Eukaliptus... (2018-07-16, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN