Broome

Marek | Blog Marka | 2009-07-20, 11:04

niedziela, poniedziałek 19 - 20 lipca 2009
No to mam prawdziwy lipiec. Dziś jest tutaj 29 stopni, słońce świeci jak szalone, wiatr wieje, nie ma dużej wilgotności, da się żyć! Przerzut z Hobart do Broome, to znaczyło obudzić się o 4.30. Lot z Hobart do Melbourne półtorej godziny. Tam chwila z Anka i Edkiem, oddałem jednak laptoka, kurtkę, cieple ciuchy... Lot z Melbourne do Broome to 4 i pół godziny. Cofam zegar o 2 godziny. Tutaj środek sezonu! Jak u nas w Sopocie i Zakopanem razem wziętych. Od razu w autobusie z lotniska zostawiłem przez zapomnienie polarek z Bryanem Adamesm "On A Day Like Today". Pani w hotelu powiedziała, że Pan Kierowca odwiezie, ale czy on mi tutaj potrzebny?


Dwie noce w Mangrove Hotel, tuż przy Town Beach. Z tym, że atrakcyjniejsza jest Cable Beach, po drogiej stronie miasta i cypla, na jakim leży Broome. To chyba jedno z niewielu miejsc na ziemi, gdzie słońce wschodzi z oceanu i zachodzi w oceanie. Zachód zjawiskowy! Wczoraj około 17.30. Dziś jadę na powtórkę. Cable Baech to jedna z największych, najdłuższych plaż jakie widziałem. Trzy kwadranse w jedną stronę, trzy kwadranse z powrotem. A to dopiero mały odcinek plaży. Zdjęcia powinny być też niezłe, niestety pokażę je pewnie dopiero za tydzień. Jeśli będziecie tutaj, trzeba odwiedzić koniecznie pub Matso's. Sami tam robią piwo, miedzy innymi o smaku mango. Pycha, po prostu pycha! A może w takich okolicznościach przyrody każde dobrze smakuje? Jedzenie też maja dobre. Po moich wielu doświadczeniach kulinarnych wiem, że w pubach zawsze dobrze gotują. Jutro przed wylotem pewnie powtórzę Mango Beer. Jutro lecę dalej...

Tak naprawdę jutro wszystko się zaczyna jeśli idzie o Kimberley. To będzie tych 6 dni, o których już wspominałem. Wczoraj padłem jak dwie dychy, bo podróż, zmiana czasu, gorączka... Dziś mam nadzieje na dłuższe endzojowanie, choć Gunia pisze, że to będzie ostatnia taka noc, kiedy mogę się wyspać. Nic to... Dam rade. W końcu to mają być moje wakacje życia. Przyroda tutaj w Broome już taka bardziej tropikalna. Bottle Trees na każdym kroku. Tutaj widać wszystko ma się kojarzyć z winem. Mnie to nie przeszkadza. Zaraz idę do tutejszego Chinatown. Zobaczę pewnie piękne perły. Różowe... Takie wydobywa się tylko tutaj. Nie będę się zagłębiał w szczegóły, bo kawiarenka internetowa, to nie jest moje ulubione miejsce. Ta akurat miła i z klimą, ale wolę połazić po mieście.

Lipiec... U nas środek lata, tutaj zima, a temperatury pewnie podobne. Świat zaskakuje mnie każdego dnia, ale to mile. Tak lubię. Znowu jestem na końcu świata i doświadczam nowych doznań. Pozdrowienia gorące jak wiatr w Broome...

PS. Zdjęcia zrobili Gunia i Pirat rok temu

BroomeBroomeBroomeBroome
BroomeBroomeBroomeBroome

Pozostałe wpisy
» Pada... (2017-08-19, 19:54)
» Zamach w Barcelonie... (2017-08-17, 20:02)
» Biurko... (2017-08-14, 19:54)
» Zamek Czocha... (2017-08-12, 19:54)
» Dzwonek Karkonoski... (2017-08-10, 19:54)
» Byłem w Nowym Jorku... (2017-08-09, 20:02)
» WodaWodaWoda... (2017-08-03, 19:54)
» Upał i prawdziwki... (2017-07-31, 19:54)
» Styx... (2017-07-29, 19:54)
» All Things Must Pass... (2017-07-27, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN