Sztuczka...

Marek | Blog Marka | 2016-02-01, 19:54

Jutro minie 40 lat od wydania albumu "A Trick Of The Tail" grupy Genesis. To moim zdaniem jedna z najpiękniejszych i najwazniejszych płyt lat 70. Dekady, w której powstała najpiękniedjsza muzyka wszech czasów. Byłem wtedy na trzecim roku studiów. Niby nie mogli mnie już praktycznie z nich usunąć, ale jednak trzeba było się uczyć. Kiedy teraz słucham tej płyty, pojawia sie obrazek. "Ryjec", czyli inaczej "cichy pokój nauki"...




Szósty akademik w Alei Politechniki w Łodzi. Pokój nauki. Znaczy bez łóżek, kilka stolików i drewniane krzesła. Taki trochę pokój tortur. Jak dziś pamiętam… Wolałem się uczyć w naszej „sypialni”. Tam przynajmniej można było przy okazji słuchać muzyki. „Stara taśma na moim grundigu”. Tak mi grał właśnie ten Genesis. Musiało być w sesji letniej. Albo poprawkowy wrzesień? Tak dobrze to już nie pamiętam. Obiecuję to sprawdzić w dawnych zapiskach. Gdzieś to mam. Sesja letnia, bo jeszcze nie było „Wind & Wuthering”. Kto wydaje nową płytę 27 grudnia? No właśnie Genesis. Ta następna jest jakby ciągiem dalszym tej poprzedniej. Też cudo, też dzieło. Wydać dwie zimowe płyty w jednym roku? Pięknie… Czasem śni mi się akademik. Dobrze… Czasem śni mi się także, że mam do zdania jeszcze jakiś zaległy egzamin. Niedobrze… Nie zawsze było pięknie, ale czas studiów to były najpiękniejsze lata mojego życia. Wiem, każdy kto studiował tak powie. Ale najważniejsze było jednak mieszkanie w akademiku. Nie zna życia, kto tam nie mieszkał. A jaka to była szkoła? Życia. Nauczyłem się wszystkiego. Ciągnęło do domu, ale nie wolno było okazać słabizny. Trzeba było być twardym… Wtedy czasem bolało, ale teraz wspomina się tylko dobrze. No i byłem pracownikiem Studenckiego Radia „Żak”. Do tych wspomnień tez zawsze lubię wracać. Za długo dziś zeszło mi przy zdjęciach. Bo to znowu piękne wspomnienia. To był bal! Wietrznego Radia. Michał Milowicz jako Elvis. Ja jako Pan Marek. „Taki, co się pamięta latami”. Jak widać – pamiętam. Kolejny Bal Wietrznego Radia już w tę najbliższą sobotę. Beze mnie… Bawcie się znakomicie! Zdjęcia sprzed 6 lat…
Tutaj ciągle gra mi Genesis. Oba albumy na zmianę. I już nie wiem który bardziej mi się podoba. Oba zabiorę we czwartek do radia…
Aaa! Będzie jeszcze raz Chicago. Właśnie we czwartek. Tym razem słoneczne. Takich dni, jak dzisiejszy (bo tutaj jednak świeciło słońce!) życzę nam na najbliższy czas.
Wino na dziś: Paringa Cabernet Sauvignon 2013, South Australia. Ja – wielbiciel Shiraza, oraz rzadziej sięgam po CabSauv, ale jeśli jest takie jak Paringa, to tak!

Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...
Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...
Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...
Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...
Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...
Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...
Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...
Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...
Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...Sztuczka...

Pozostałe wpisy
» Eliane Elias... (2017-04-22, 20:20)
» Biblioteka... (2017-04-20, 19:54)
» Stolica Australii... (2017-04-18, 20:20)
» Wielki Piątek... (2017-04-14, 19:54)
» Trzy tygodnie temu... (2017-04-13, 20:02)
» Deszczowa środa... (2017-04-12, 19:54)
» Zalatany... (2017-04-10, 19:54)
» Pięć razy śledź... (2017-04-03, 19:54)
» 55 (2017-04-01, 20:20)
» Sting, hiacynty i storczyki... (2017-03-29, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN