Dla ochłody...

Marek | Blog Marka | 2018-06-11, 19:54

...łyk zimnej wody. Nie za zimnej, bo gardło będzie bolało. Ale trochę śniegu by się przydało? Bardzo proszę. Colorado. 6 i 7 października 2017. Zdążyliśmy na ostatni tramwaj do góry. Może niepotrzebnie? Po pierwsze tramwaj jechał chyba półtorej godziny, a po drugie na górze była zima. Robert miał puchówkę, tak na wszelki wypadek. Zdarzył się tego dnia. Ja, jak widać w kurteczce - wiosence. Oj, było zimno, ręce grabiały bez rękawiczek, a zdjęcia trzeba było zrobić... Jak mus to mus!




Na dodatek tramwaj w drodze powrotnej znów jechał półtorej godziny, choć było z górki. Nie polecam tej wycieczki... Ale zdjęcia na dziś się przydały. Miło popatrzeć na śnieg. I ja to piszę? Nigdy nie mów nigdy. Czy grozi mam jesień w połowie czerwca? Jeśli nie popada, to chyba tak. Czy grozi nam koniec świata? Wczoraj znów oglądałem film "2012". Tak, to miało być wtedy. Ale film lubię oglądać, bo kto nie lubi bajek? No i ten spektakularny wybuch Yellowstone. Inny koniec świata - Singapur. Byłem tam dwa razy. Także na wyspie Sentosa. Ładne miejsce, choć woda za ciepła, nie dało się pływać, bo kto lubi pływać w zupie? No, ale wspomnienie związane z restauracją, w której usłyszałem "You've Got a Friend" w wykonaniu Jamesa Taylora - niezapomniane... I wielki kufel koktajlu ze świeżych owoców z dużą ilością lodu (wtedy jeszcze mogłem - nie pracowałem w radiu), ciągle pamiętam ten smak. A, pamiętam jeszcze, że mieszkaliśmy w hotelu na Bencoolen Street. Każdy wieczór spędzałem jednak na Orchard Road. Tak, nuciłem sobie piosenkę w wykonaniu Leo Sayera. A po powrocie z tej wyprawy w 1984 roku marzyłem, żeby mi się przyśniły Indie, a śniłem tylko kolorowy i czysty Singapur. Na lotnisku Changi (wtedy wydawało mi się najpiękniejszym na świecie), spotkaliśmy Polaków, którzy byli w połowie drogi do Australii. Zazdrościłem im wtedy. Ale 12 lat później...

Bazarek Top 5:
1. młoda kapusta
2. pomidory malinowe
3. ogórki małosolne
4. rzodkiewka Karmen
5. czereśnie (żółto czerwone)

Płyta na dziś wybrana przypadkowo. "Living in Marina del Rey & Other Stories" - Marc Jordan (2002). Kompilacja. Dwie nowe piosenki i historia Artysty. Świetny zestaw - polecam.
Wino na dziś. Na Pikniku Naukowym Słuchaczka-Czytelniczka podeszła i podziękowała za bloga, "tylko gdzie kupić wino, które Pan poleca?". Fakt, czasem przypływa z Australii albo z Chicago, ale głównie jednak kupowane tutaj! Warto szukać... Dziś łatwizna. Lindeman's Bin 50 Shiraz 2016, South Eastern Australia...




Dla ochłody...Dla ochłody...Dla ochłody...Dla ochłody...
Dla ochłody...Dla ochłody...Dla ochłody...Dla ochłody...
Dla ochłody...Dla ochłody...Dla ochłody...Dla ochłody...
Dla ochłody...Dla ochłody...Dla ochłody...Dla ochłody...
Dla ochłody...Dla ochłody...Dla ochłody...Dla ochłody...
Dla ochłody...Dla ochłody...Dla ochłody...Dla ochłody...

Pozostałe wpisy
» Hobart, Tasmania... (2018-12-15, 19:54)
» Boulder, Colorado... (2018-12-13, 19:54)
» Koliber... (2018-12-10, 19:54)
» Bowie... (2018-12-08, 20:20)
» Mikołaju... (2018-12-06, 22:22)
» Ślizgawica... (2018-12-03, 19:54)
» December Boys... (2018-12-01, 19:54)
» Nagle... (2018-11-29, 19:54)
» Matt Dusk... (2018-11-26, 19:54)
» Mother Love... (2018-11-24, 21:21)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN