Sydney...

Marek | Blog Marka | 2016-05-05, 19:54

Dwa, trzy dni ciepłych nocy. Trochę deszczu, słońce przez cały dzień. To chyba przepis na lato. Buchnęło... Jest przepięknie! Zieleń z delikatnej przechodzi w letnią. Kolej rzeczy. Tak sobie pomyślałem dziś podczas spaceru, że przyroda ma lepiej od nas. Rodzi się każdego roku od nowa. I zawsze jest zjawiskowo piękna. To był dobry dzień. W brudnopisie Sydney. Ostatni raz byłem tam w lipcu 2009 roku. Z tej podróży dziś zdjęcia...




Takie trochę nieoczywiste. Z 7 i 8 lipca 2009 roku. Te nocne, to 7 lipca. Tuż po wspaniałej kolacji w restauracji w Operze. Oj, było bogato. Już kiedyś o tym wspominałem. Następnego ranka obudził mnie deszcz. Po śniadaniu w Hotelu InterContinental (się mieszkało!) poszedłem w kierunku Opery. Dwa kroki… Takie ujęcia udało się złapać tylko ten jeden raz. Sydney po deszczu. Było ich kilka tego dnia. Lipiec, znaczy zima w Australii. Piękna…
To teraz brudnopis na dziś:

„W Sydney byłem częściej, niż w Rzeszowie. Lubię to miasto. Może dlatego, że tam zawsze jest słonecznie, gorąco, przyjaźnie. A odwiedzałem je w różnych porach roku. Pamiętam taki przylot z Warszawy przez Wiedeń (tak latałem najczęściej), kiedy Guni nie było na lotnisku. Zawsze wcześniej była. To było już w czasie, gdy miałem telefon komórkowy. Zadzwoniłem do Warszawy. Ewa, moja koleżanka z pracy odszukała telefon do Guni. Zadzwoniłem, a Ona: przecież przylatujesz jutro! Nie, jestem już na lotnisku. Gunia była pewna, że Ją wkręcam. Różnica czasu. W grudniu to jest 8 godzin do przodu. Jakoś sobie wyliczyła, że będę następnego dnia. Za pół godziny już się witaliśmy. Z lotniska na Myra Road, gdzie Gunia mieszkała nie jest daleko. Wziąłem szybki prysznic i poszliśmy zjeść green curry chicken. U „Wietnamczyka”. Różne potrawy jadłem na Antypodach. Ryby są zjawiskowe (wrócę do tematu, lubię tak pisać…). Ale ten kurczak w zielonym curry to chyba mój numer jeden. Nie jadłem go już kilka lat, bo kiedy Piraccy przeprowadzili się do Hobart na Tasmanii, Sydney odwiedzam rzadziej. Uwielbiam posiedzieć w okolicach Sydney Opera House. Robi wrażenie. Jest tam jedna taka moja ulubiona ławeczka, na której zawsze uda się trochę pomarzyć. Jestem z tych, co tęsknią. Lubią się zapadać w siebie i po prostu cieszyć się miejscem. Mam tam swoje ulubione sklepy z płytami, kawiarnie, restauracje. Ulice… Pitt Street, Elizabeth Street, George Street. To te najważniejsze, pewnie każdy turysta je lubi. Ale mnie to nie przeszkadza. W dzielnicy The Rocks nuciłem sobie „Love On The Rocks” Neila Diamonda. Bo kto by się nie zakochał w takich miejscach. W Docklands wypatrywałem, czy nie idzie ulicą Kylie Minogue albo Nicole Kidman. Ponoć mają tam mieszkania. Nie spotkałem żadnej z nich, ale za to odkryłem tam świetne włoskie restauracje. W sam raz na lunch. Z lampką chłodnego Chardonnay (znowu?). Latem jest najwspanialsze…
A swoją drogą, jak mogłem nie mieć numeru telefonu do Guni? To tylko ja pewnie tak mam…”

Znaczy 9 lat nie było mnie w Sydney? Może trzeba by… Pomyślę o tym jutro.
Wino na dziś: Torbreck Barossa Valley 2009 (!!!) The Steading (Grenache Shiraz Mataro), South Australia. Pycha… Słodkie w drugim smaku.
Płyta na dziś: Ania Szarmach “Shades Of Love”. Świetna! Ania będzie moim gościem w Markomanii 7 maja po 11. Zapraszam…
Piosenka na dziś: Red Hot Chili Peppers „Dark Necessities”. Światowa premiera odbyła się o 16 naszego czasu. Polska w Trójce dwanaście minut później. Ależ to gra! Już w zestawie do głosowania na Listę Trójki. Jutro zapraszam do elpetrójki, zagram i tę piosenkę…

Sydney...Sydney...Sydney...Sydney...
Sydney...Sydney...Sydney...Sydney...
Sydney...Sydney...Sydney...Sydney...
Sydney...Sydney...Sydney...Sydney...
Sydney...Sydney...Sydney...Sydney...
Sydney...Sydney...Sydney...Sydney...
Sydney...Sydney...Sydney...Sydney...
Sydney...Sydney...Sydney...Sydney...
Sydney...Sydney...Sydney...Sydney...

Pozostałe wpisy
» Eliane Elias... (2017-04-22, 20:20)
» Biblioteka... (2017-04-20, 19:54)
» Stolica Australii... (2017-04-18, 20:20)
» Wielki Piątek... (2017-04-14, 19:54)
» Trzy tygodnie temu... (2017-04-13, 20:02)
» Deszczowa środa... (2017-04-12, 19:54)
» Zalatany... (2017-04-10, 19:54)
» Pięć razy śledź... (2017-04-03, 19:54)
» 55 (2017-04-01, 20:20)
» Sting, hiacynty i storczyki... (2017-03-29, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN