Tradycyjnie...

Marek | Blog Marka | 2016-02-17, 19:54

To zawsze znaczy dobrze. Kiedy napisałem o moim niedomaganiu posypały sie tradycyjne metody i przepisy na dojście do siebie. Zaczęło się od setki czystej, do tego sok z połówki cytryny i łyżka miodu. Po wypiciu od razu pod pierzynę. Pozbyłem sie pierzyny, bo w blocku nie jest przydatna, a na dodatek spożywanie alkoholu przy lekach, które przepisała msi Pani Doktor - na razie wykluczone. Następnym razem od tego zacznę...



A dalej już poooszło! Oczywiście czosnek. Nie tylko na kanapkę z białym twarogiem. Kiedy dawno temu usłyszałem, że dobrze działa wyciśnięty ząbek czosnku zalany gorącym mlekiem, to bałem się, że tego nie da się przełknąć. A to jest bardzo smaczne i już nieraz mi pomagało. Sok malinowy, to oczywiste. Dobrze, że przywożę go z Szadku. Teraz się przydaje. Kiedy dodałem do soku wodę lekko gazowaną przypomniały mi się saturatory na ulicach. Lata 60? Chyba także 70. Jakoś nikt wtedy nie narzekał, że to mało higieniczne. Wszyscy klienci pili z jednego kubka. Często był na łańcuszku? A może to pamięć już nie ta i myślę o filmie „Miś”? Wracam do polecanych specyfików. Sok z cebuli. Pokroić w plasterki i zasypać cukrem. Tutaj jakoś nie mogę się przemóc. Woda z miodem i cytryną jest smaczniejsza. Świeży imbir zaparzony wrzątkiem. Też z łyżką miodu. Sok z Czarnego Bzu. Rewelacja! Z Mlądza… Ale nie można przesadzić. Gunia gdzieś wyczytała, że to było pierwsze lekarstwo człowieka. Pycha. Do smarowania pleców i klatki piersiowej – nalewka bursztynowa. Jeszcze nie stosowałem. Trzeba mieć zdrowie, żeby „łyknąć” to wszystko. Czy niczego nie pominąłem? Proszę o podpowiedzi. No i jeszcze wełniane skarpety do spania. To robię. Nie wspominam o tabletach do ssania, bo to już raczej wyłącznie chemia, choć czasem pomaga. Czy u Państwa też „leci” ostatnio tak dużo reklam aptecznych? Może już jest tak, że „oni” wiedzą, gdzie kto choruje i tam idzie cały strumień takich reklam?
Zdjęcia na dziś: ostatni piątek, 12 listopada, urodziny Zbigniewa. Najpierw zakupy w Hucie Julia, potem piękne słońce na tarasie hotelu. Następnie Miłków. Piękny kościółek. Takie lubię. Bez przepychu i nowoczesności. Z wiarą w środku. Kawa wypita w starej plebanii. Ksiądz Zbigniew pokazał mi kilka cudów, w tym tę zjawiskową księgę. W drodze powrotnej lunch w Zachodnim Mieście. A potem już Lista! To może o tym jutro…
Muzyka na dziś: Bob Seger & The Silver Bullet Band. Aż trzy płyty, bo wszystkie za krótkie. Tak się wtedy nagrywało. „Night Moves” (1976), „Stranger In Town”(1978) i „Against The Wind” (1980). Ta pierwsza w wersji remasterowanej (1999) czekała zapieczętowana do dziś. Wszystkie dobrze grają. Wiele ładnych wspomnień przywołują… Noce z piątku na sobotę spędzane na słuchaniu American Top 40 prezentowanej przez Casey Kasema. Są w Ameryce stacje radiowe, które przypominają te audycje do dziś. A mówili, że radio umrze…
PS: właśnie za moim oknem zaczął padać deszcz. Taka zima akurat.

Tradycyjnie...Tradycyjnie...Tradycyjnie...Tradycyjnie...
Tradycyjnie...Tradycyjnie...Tradycyjnie...Tradycyjnie...
Tradycyjnie...Tradycyjnie...Tradycyjnie...Tradycyjnie...
Tradycyjnie...Tradycyjnie...Tradycyjnie...Tradycyjnie...
Tradycyjnie...Tradycyjnie...Tradycyjnie...Tradycyjnie...
Tradycyjnie...Tradycyjnie...Tradycyjnie...Tradycyjnie...
Tradycyjnie...Tradycyjnie...Tradycyjnie...Tradycyjnie...
Tradycyjnie...Tradycyjnie...Tradycyjnie...Tradycyjnie...

Pozostałe wpisy
» W deszczu, w słońcu... (2017-09-18, 19:54)
» Kompot wieloowocowy... (2017-09-16, 19:54)
» Australijczyk... (2017-09-14, 19:54)
» Babie lato... (2017-09-11, 20:02)
» September Morn... (2017-09-09, 19:54)
» Opole... (2017-09-07, 19:54)
» Żeby już do szkoły... (2017-09-04, 19:54)
» Pod jesień... (2017-09-02, 19:54)
» Zima... (2017-08-31, 19:54)
» Miecug... (2017-08-28, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN