Więcej Australii...

Marek | Blog Marka | 2012-02-23, 20:02

Panie Marku, poproszę o więcej Australii w taką pogodę, jaka jest za oknem - napisał "młody pewnie" Czytelnik. Zawsze można poszperać w archiwum. Zdjęć z Antypodów chyba u mnie najwięcej. Ale teraz są trochę większe. To tak, jak bym je oglądał pierwszy raz. I to był mój pierwszy raz na tamtym kontynencie. Wpierw zacząłem od Perth. Ale dziś zdjęcia z okolic Adelajdy, z Great Ocean Road i z Sydney...




12 grudnia 1994 roku ktoś mi się dobierał do samochodu. Stałem na Dantyszka. Była Wigilia w Warnerze, a złodziej kradł. I tak miałem szczęście, bo nie zdążył. Zepsuł tylko stacyjkę. Święta w Szadku. Pierwsze bez Taty. 29 grudnia poleciałem do Chicago. Tam było minus 30 stopni Celsjusza. Ale cudownie. Nowy Rok witany daleko od domu. "Na tym balu nad balami, takim, co się pamięta latami". Potem zakupy. Głównie płyty. Wróciłem do Warszawy 6 stycznia 1995 roku. Było jakoś koło zera stopni. Lekka odwilż. Cztery dni później lot do Australii. Prawie się spóźniłem na samolot do Bangkoku. LOTem. Ale za to siedziałem w biznesie. Rozmowa z kapitanem Jerzym Makulą. Dla polskich stacji radiowych w Australii. Lądowanie w kokpicie. Nigdy więcej! Ziemia się zbliża i wydaje się, że zderzenie z nią jest nieuniknione... Z Bangkoku lot do Singapuru. Tylko dwie godziny. Z Singapuru do Perth niecałe 5 godzin. Wylądowałem tam o 4 rano. Andrzej i Leszek szczęśliwie czekali na mnie na lotnisku. Od razu pyszna kawa, która trochę mnie postawiła na nogi. Chyba wtedy sobie postanowiłem, że to był pierwszy i OSTATNI lot do Australii. Słaba silna wola... W Perth tego dnia było 35 stopni Celsjusza. Ponad 60 stopni różnicy w ciągu tygodnia? To nie dla Człowieka, a tym bardziej nie dla Niedźwiedzia. Zasypiałem na stojąco, a już zwłaszcza w klimatyzowanym kinie na "Pulp Fiction". Taki był początek mojej przygody z Australią. Zdjęcia robione oczywiście tradycyjnym aparacikiem. Na kliszę. Nie doskonałe, ale wspomnienia są niezapomniane. Tak, na pewno będę do nich wracał. Czasem śni mi się tamta Australia. Robię zdjęcia, ale nie umiem ich odtworzyć, wywołać. Jeszcze nie teraz. W Adelajdzie moja koleżanka Iwona (dawniej trójkowa audycja "Winien i ma") zostawiła mi w lodówce wino. Rose. Po powrocie z całodziennej wędrówki po mieście spróbowałem. I tak to się zaczęło!

Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...
Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...
Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...
Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...
Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...
Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...
Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...
Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...
Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...Więcej Australii...

Pozostałe wpisy
» Poranne ptaszki... (2017-07-22, 19:54)
» Grzybobranie... (2017-07-20, 19:54)
» Komputery... (2017-07-17, 19:54)
» Radio California... (2017-07-15, 19:54)
» Bonifacio... (2017-07-13, 19:54)
» Deszczowy lipiec... (2017-07-11, 19:54)
» Zielona godzina... (2017-07-08, 19:54)
» Sopot trzeci raz... (2017-07-06, 19:54)
» Słoneczny Sopot... (2017-07-04, 19:54)
» Sopot bez słońca... (2017-07-03, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN