To co widać, jak nic nie widać!

Marek | Blog Marka | 2008-08-05, 17:58

Chyba z wykrzyknikiem, a nie znakiem zapytania. Marcelowi dziękuję za tytuł i inspirację. Smog w Pekinie inspiruje... Mam dużo takich zdjęć nieoczywistych, których prawie nigdy jeszcze nie pokazywałem. Dziś jest okazja. Polska i Australia. Zima i lato, znaczy zima, bo jak u nas zima, to u nich lato. Mało skomplikowane. Po prostu downunder. Do góry nogami. Tytuł jest dwuznaczny, bo latem w naszej telewizji prawie nic nowego, znaczy niczego nie widać. Prawie...

Na szczęście jest jeszcze na przykład TVP Kultura. No właśnie… W niedziele Pan Manio i Pan Gunio pokazywali archiwum telewizji i to było to! Wiem, miałem nie wspominać. Nie da się. Znaczy teraz już tak będzie. Bo „wspominać, wspominać jest Bosko”. Ktoś to śpiewał? Kultura między innymi pokazała tego dnia fragmenty Międzynarodowego Festiwalu Piosenki w Sopocie z… 1964 roku. No cudo! Halina Kunicka, Karel Gott. Jak oni śpiewali! Śpiewali naprawdę i na żywo, z Orkiestrą Radiową Stefana Rachonia (mogę się mylić, ale tak mi się wydawało). Żadnych playbacków, półplaybacków. Tylko śpiewanie. Kiedyś się trochę wyśmiewałem z Karela Gotta. Teraz już tego nie robię. Kwestia wieku? Pewnie tak. Wcale mi to zresztą nie przeszkadza. Dziwiłem się moim Rodzicom, że lubili słuchać piosenek w wykonaniu Ireny Santor, Haliny Kunickiej, Sławy Przybylskiej, Jerzego Połomskiego… Ja wtedy słuchałem Czesława Niemena, Czerwonych Gitar, później Haliny Frąckowiak i ABC. Teraz słucham wszystkich wymienionych. Z przyjemnością. I chyba dlatego z taką radością oglądałem festiwal sprzed lat. Może także dlatego, że w tamtych czasach telewizja niczego tak chętnie i często nie powtarzała. Seriale tak, ale zawsze się czekało na „Czterech pancernych i psa”, czy „Stawkę większą niż życie”. Festiwale w Opolu i Sopocie były tylko raz w roku. I jak się za nimi tęskniło? Opole było świętem polskiej piosenki, a Sopot naszym oknem na świat. Nie zawsze przyjeżdżała do nas „pierwsza liga”, ale do dziś pamiętam Annaritę Spinaci śpiewającą „Jesiennego pana”, czy Faridę w piosenkach „Vedrai, Vedrai” i „Pensa mi stasera”. Cała Polska się kochała w Miki Nakasone z Japonii, czy Cochicie Bautista z Hiszpanii. W latach 80 nastąpił chyba „łabędzi śpiew” Sopotu. Rzutem na taśmę zaistniała w 1986 roku Mara Getz śpiewając pięknie „Hero Of My Heart” i „Morning Tears”, czyli „Poranne łzy” z repertuaru Krystyny Prońko. To było coś! A może tak MISIE tylko wydawało, bo akurat wtedy byłem jednym z prezenterów tego festiwalu. W ten weekend mamy kolejny Sopot Kit Festiwal. Nie pierwszy i nie ostatni tego lata. Może i dobrze, że jest ich tyle? Każdy znajdzie coś dla siebie. Ja niestety nie znajduję. Skoncentruję się chyba jednak na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Nie długo, bo w poniedziałek lecę w świat daleki… Oj, chyba znów będą „nocniki”.

To co widać, jak nic nie widać!To co widać, jak nic nie widać!To co widać, jak nic nie widać!To co widać, jak nic nie widać!
To co widać, jak nic nie widać!To co widać, jak nic nie widać!To co widać, jak nic nie widać!To co widać, jak nic nie widać!
To co widać, jak nic nie widać!To co widać, jak nic nie widać!To co widać, jak nic nie widać!To co widać, jak nic nie widać!
To co widać, jak nic nie widać!To co widać, jak nic nie widać!To co widać, jak nic nie widać!To co widać, jak nic nie widać!
To co widać, jak nic nie widać!To co widać, jak nic nie widać!To co widać, jak nic nie widać!To co widać, jak nic nie widać!

Pozostałe wpisy
» Tylko błękit... (2018-09-13, 19:54)
» Tydzień temu w Calvi... (2018-09-12, 19:54)
» Porto... (2018-09-10, 19:54)
» Dom to jest dom... (2018-09-08, 22:22)
» Sopot błękitny... (2018-09-01, 19:54)
» Audycja... (2018-08-31, 19:54)
» Koncert... (2018-08-30, 19:54)
» Gdynia latem... (2018-08-28, 19:54)
» Foster, David Foster... (2018-08-23, 19:54)
» Loch Lomond Lake... (2018-08-20, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN