Spodziewany koniec roku...

Marek | Blog Marka | 2010-12-30, 23:23

tutaj przyjdzie 10 godzin wcześniej. Przyjdzie w środku lata, które wreszcie chyba przyszło. Na razie nie narzekam na upały, ale słońce świeci od rana jak szalone. Wczoraj Piraci wyciągnęli mnie na wycieczkę w góry. Konkretnie zdobywaliśmy Mount Wedge (1147 mnpm). Jakiś taki jestem gumba. Nie poczytałem, nie pooglądałem i poszedłem. A było ciężko!


Trasa pięciogodzinna. Niby nic takiego, ale... Stara kość. Kondycja już nie ta, kolana odmawiają. Na dodatek warunki pogodowe. Miało być 5% szansy na deszcz. Był deszcz, była mgła, chmury za nisko. Podchodzenie jest ciężkie, za to schodzenie niebezpieczne, bo mokre korzenie są szansa wykopyrtnięcia się jak nic! Kiedy nagle nam minęła godzina podchodzenia pomyślałem, że czas jednak płynie. Nie byłem pewien, czy dotrę na szczyt, nie byłem pewien jak mnie stamtąd sprowadzi w dół, ale brnąłem. Jak można było nie sprawdzić, jaka jest ta trasa? No właśnie tak, jak ja. Kiedy weszliśmy prawie na szczyt i okazało się, że dookoła widać tylko mleko zjedliśmy po bananie, po śliwce, wypiliśmy troche wody i już mieliśmy wracać, kiedy naggle ktoś dmuchnął, chmury się rozeszły i zobaczyliśmy obiecane w przewodnikach cudowne widoki. Prawie niewiarygodne. Z powodu braku słońca może mało barwne, mało kolorowe, ale za to nasze, za to zjawiskowe. Zrobiłem setki zdjęć, Gunia szczęśliwie znacznie mniej i dlatego Jej zdjęcia dziś pokazuję tutaj. Łatwiej było dokonać wyboru. Po 5 godzinach, kiedy juz znów byliśmy na dole, pojechaliśmy jeszcze kilkadziesiąt kilometrów, żeby zobaczyć Lake Pedders. Warto było... Znowu bez słońca, ale widoków bez końca. Kiedy po 17 zaczęliśmy podróż powrotną, słońce zaczynało się przebijać przez chmury. Ostatnie zdjęcia w dzisiejszym albumie, żeby pokazać, że jednak świeciło. Bałem się, że przeziębienie wróci, ale nic z tych rzeczy. Człowiek jest silny!
Kończy się rok. Dobrze, że się kończy. Następny niech będzie dobry. Tego życzę także Czytelnikowi.

Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...
Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...
Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...
Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...
Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...
Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...
Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...
Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...Spodziewany koniec roku...

Pozostałe wpisy
» Zamach w Barcelonie... (2017-08-17, 20:02)
» Biurko... (2017-08-14, 19:54)
» Zamek Czocha... (2017-08-12, 19:54)
» Dzwonek Karkonoski... (2017-08-10, 19:54)
» Byłem w Nowym Jorku... (2017-08-09, 20:02)
» WodaWodaWoda... (2017-08-03, 19:54)
» Upał i prawdziwki... (2017-07-31, 19:54)
» Styx... (2017-07-29, 19:54)
» All Things Must Pass... (2017-07-27, 19:54)
» Badach... (2017-07-24, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN