Do potęgi...

Marek | Blog Marka | 2013-12-17, 20:02

Chodzona rola niema nie jest trudna. Prawie nie stresuje. Na dodatek można podglądać wspaniałych Aktorów. Otrzeć się o "wielki świat". Popatrzeć na sex bomby. No dla mnie bomba! Sala Kongresowa pełna. Dobra energia. Wspaniała zabawa. Jakby za oknem nie było zwykłego świata. Z zabieganiem, ze sklepami pełnymi kupujących. Święta. Idą święta... Dziś na bazarku "na mięsie" klient przede mną robił zakupy, jakby jutro miała być wojna...




Jeść trzeba. Ale aż tyle? No dobra, nie będę się czepiał. Przeziębiło mnie jednak trochę, a więc u mnie dziś rosół. Do stałych składników do (rzuciłem dwa kawałki imbiru. Dużo pieprzu. Może pomoże. Niby wszystko co miałem zrobić przed świętami już zrobione, ale tym bardziej szkoda czasu na chorowanie. Tak, czy inaczej nie będzie jutro całowania na korpoWigilii (nikogo nie zarazić!). Mam nadzieję, że będzie grzybowa. W niedzielę rano miałem dobry pomysł. Galeria Mokotów o 10. Puste miasto... Godzinka i już po zakupach. Dzielny byłem! Perfumy dla każdego. Pięknie będzie pachniało. Zagrałem dziś w Tonacji Plus klipa Pascala Obispo "Comment veux-tu que je t'aime" i mnie złapało. Przesłuchałem już cały album "Millesimes", a teraz kręci się "liveFANlist" z 2004 roku. Genialny koncert. Niewiarygodny! Taki to bym chciał zobaczyć, ale... czas minął. Coraz mniej kręcą mnie koncerty. Poza tymi małymi w naszym trójkowym studiu. W niedzielę zapowiem występ Beaty Bednarz. Zapowiem krótko, a następnie zasiedzę się w fotelu, zapadnę i odpłynę. Czy tak będzie?
Na zdjęciach wracam raz jeszcze do Indii z 1986 roku. Tacy byliśmy... Pamiętam, że tak bardzo mi się podobało w Agrze, że byłem tam wtedy dwa razy. "Płacę, to się bawię!". Wykupiłem wycieczkę z Delhi. Autobusem do Agry i powrót w jeden dzień. Upierdliwie ciężka podróż, ale ile radości na zdjęciach? I to słońce. I przezroczystość powietrza. 25 lat później już tak nie było. Wystarczy porównać zdjęcia. Wrócę do tych nowych...
Padam na twarz, ale zadania wykonane! Teraz już tylko radość czekania na Boże Narodzenie. Z roku na rok jakoś mniejsza, ale widać taka kolej rzeczy...

Do potęgi... Do potęgi... Do potęgi... Do potęgi...
Do potęgi... Do potęgi... Do potęgi... Do potęgi...
Do potęgi... Do potęgi... Do potęgi... Do potęgi...
Do potęgi... Do potęgi... Do potęgi... Do potęgi...
Do potęgi... Do potęgi... Do potęgi... Do potęgi...
Do potęgi... Do potęgi... Do potęgi... Do potęgi...
Do potęgi... Do potęgi... Do potęgi... Do potęgi...

Pozostałe wpisy
» George Michael... (2017-06-24, 19:54)
» Jeszcze jedno lato... (2017-06-22, 19:54)
» Fleetwood Mac... (2017-06-19, 19:54)
» Suzanne Vega... (2017-06-17, 19:54)
» Russell Falls... (2017-06-14, 19:54)
» Lecimy do Hobart... (2017-06-12, 19:54)
» Piknik Australijski... (2017-06-10, 19:54)
» Kurki... (2017-06-08, 19:54)
» Zimno/ciepło... (2017-06-05, 19:54)
» Stadion Narodowy... (2017-06-03, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN