Łowca snów...

Marek | Blog Marka | 2010-09-16, 18:44

Ostatniej nocy śniło mi się, że fruwałem. To jeden z moich ulubionych snów. Zawsze je pamiętam. Nawet te sprzed lat. Rozkładam ręce i lecę! Odpycham się od powietrza, jakbym pływał. W marzeniach prawie zawsze się udaje. Na dodatek tym razem fruwałem na plaży w Indiach. Na takiej, na jakiej nigdy nie byłem. Gdy wylądowałem podbiegł do mnie policjant z pytaniem, gdzie ukryłem motorek. Niesamowite uczucie. Na dodatek miałem świadomość, że śnię...


Ludzki mózg. Ile by potrafił, gdybyśmy wiedzieli jak go wykorzystać? A może lepiej, że nie umiemy go uruchomić? Nie będę się nad tym zastanawiał. Jak dobrze, że pamiętam sny. Lubię do nich wracać. Czy to coś znaczy Panie Doctorze? Po przebudzeniu zawsze pamiętam, co mi się śniło. Po prysznicu większość z nich spływa z pamięci. Na zawsze... Pewnie tak. Choć mam tak czasami, że sen mi się przypomina po latach. Po śmierci mojego Taty 17 lat temu, przychodził do mnie w snach. Zawsze w domu w Szadku. Długo nic nie mówił. Teraz, jeśli wraca w snach, to mówi. Nie pamiętam co, ale mam świadomość, że z Nim rozmawiałem. Najpiękniejsze są sny kolorowe. Takie, jak ten wczorajszy. Te zresztą pamiętam najwyraźniej. Wspominałem już, że wtedy najczęściej mój foto aparacik odmawia mi posłuszeństwa. Tak bardzo chcę strzelać zdjęcia, a on nic. Pewnie dlatego nie mam tych zfdjęc tutaj na mojej stronie...
Mam dziś koleją przygarść (stare, ładne słowo) obrazków z Korsyki. Z różnych wyjazdów od 1991 roku. Korsyka ma wiele podobieństw do Australii. Tak, na przykład eukaliptusy. To z Korsyki zawsze przywożę żołędzie tego drzewa. Pięknie pachną w dżdżyste dni i ponoć ich zapachu nie lubią komary. Ziemia na Korsyce ma często kolor Australii. Wino nie ma tej słodyczy, ale smakuje tam na miejscu wybornie. Przywiezione do Polski - gorzej. Nie wiem na czym to polega. Z Korsyki przywożę także najlepszą oliwę. No i sporo zdjęć. Będę do nich jeszcze wracał.
Płyta na dziś: Beady Belle "At Welding Bridge". Polska premiera jutro...
Wino na dziś: Evans & Tate Margaret River Shiraz 2005 (może dlatego, że tam kiedyś byłem w tej winiarni... Same dobre wspomnienia)
Meksykański "dream catcher" przywieziony dwa lata temu z Montany nie wisi już nad moim łóżkiem, chyba mi zabierał najpiękniejsze sny...

Łowca snów...Łowca snów...Łowca snów...Łowca snów...
Łowca snów...Łowca snów...Łowca snów...Łowca snów...
Łowca snów...Łowca snów...Łowca snów...Łowca snów...
Łowca snów...Łowca snów...Łowca snów...Łowca snów...
Łowca snów...Łowca snów...Łowca snów...Łowca snów...

Pozostałe wpisy
» Pada... (2017-08-19, 19:54)
» Zamach w Barcelonie... (2017-08-17, 20:02)
» Biurko... (2017-08-14, 19:54)
» Zamek Czocha... (2017-08-12, 19:54)
» Dzwonek Karkonoski... (2017-08-10, 19:54)
» Byłem w Nowym Jorku... (2017-08-09, 20:02)
» WodaWodaWoda... (2017-08-03, 19:54)
» Upał i prawdziwki... (2017-07-31, 19:54)
» Styx... (2017-07-29, 19:54)
» All Things Must Pass... (2017-07-27, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN