Harbour Bridge...

Marek | Blog Marka | 2012-03-19, 19:54

Ma dzisiaj 80 lat! To nie mogło mnie tutaj nie być. Ile razy byłem w Sydney? Na pewno ponad 10. Ile mam zdjęć mostu? Na pewno kilkaset. Najczęściej fotografowany? Jest chyba na drugim miejscu po Sydney Opera House. Często są zresztą na tej samej fotografii. Myślałem, że nie będę tęsknił. W końcu ile razy można lecieć w to samo miejsce? Tęsknię. I myślę, że jeśli mnie jeszcze kiedyś zaniesie do Australii, nie ominę jednak Sydney.





Dwa razy wchodziłem na most. Pisałem o tym już pewnie nie raz. To jest duże i fantastyczne przeżycie. Zwłaszcza kiedy zanosi się na deszcz, a iść trzeba. Jeden żal, że nie można zabrać swojego aparacika. Organizatorzy strzelają 3-4 zdjęcia na pamiątkę, w wyznaczonych miejscach. Ale i tak warto to przeżyć. Widok z góry zapiera dech w piersiach. Chce się śpiewać, krzyczeć, płakać. Niepotrzebne skreślić. W 1995 roku, kiedy byłem w Sydney pierwszy raz, można było wejść tylko na przęsła, jeszcze nie było opcji wejścia na sam szczyt. A szczyt to 134 metry nad poziomem zatoki. Most ma 1149 metrów długości. "wyprawa" trwa ze dwie godziny, bo trzeba się odpowiednio wyszkolić, przygotować. Nie ma mowy o wypadku, bo każdy uczestnik wycieczki jest połączony z mostem łańcuchem bezpieczeństwa, którego nie można odpiąć podczas całego spaceru. Sama przyjemność pozostaje... Czas szybko mija, a po spacerze można zrobić zakupy w "sklepiku mościku". Zanabyłem t-shirt, czapeczkę i zdjęcia. Na pamiątkę...

Byłem wczoraj w Szadku & Sieradzu. Droga tam - genialna, bo od 7.05 do 9.40. Pusto i cudownie. Śniadanie w Szadku, obiad w Sieradzu. No, ale potem trzeba było wrócić do Warszawy. Start o 15.15. Meta o 19. 200 kilometrów w 4 godziny. Polskie drogi. Zatankowałem po 6.28 za litr. Drogo, ale w nagrodę dostałem pół litra! Koli... W Sieradzu się zorientowałem, że mi skradło dwa kołpaki. Z przednich kół. Na zdrowie. Kupię sobie nowe w internecie.
Dziś był piękny dzień. Słoneczny, choć zapowiadało także deszcz. "Do południa" starałem się, jak mogłem. Potem już tylko odpoczywanie. Każdy poniedziałek jest piękny.
Słucham dzisiaj Vitasa. Who the hell is Vitas? Proszę poszukać w necie. Nie wiem, czy mi się podoba, ale nie mogę się uwolnić. Zwłaszcza od duetu z... Marylą Rodowicz. Koncert Vitasa w Kongresowej 21 kwietnia. To tak przy okazji...
Kolano się goi. Na prawej dłoni zanika stygmat. To tak przy okazji...

Harbour Bridge...Harbour Bridge...Harbour Bridge...Harbour Bridge...
Harbour Bridge...Harbour Bridge...Harbour Bridge...Harbour Bridge...
Harbour Bridge...Harbour Bridge...Harbour Bridge...Harbour Bridge...
Harbour Bridge...Harbour Bridge...Harbour Bridge...Harbour Bridge...
Harbour Bridge...Harbour Bridge...Harbour Bridge...Harbour Bridge...
Harbour Bridge...Harbour Bridge...Harbour Bridge...Harbour Bridge...
Harbour Bridge...Harbour Bridge...Harbour Bridge...Harbour Bridge...

Pozostałe wpisy
» Bread... (2017-12-11, 19:54)
» Grand Canyon... (2017-12-09, 19:54)
» Broken Wings... (2017-12-07, 18:25)
» Barbórka... (2017-12-04, 19:54)
» Na rudo... (2017-12-02, 19:54)
» Hoover Dam... (2017-11-30, 19:54)
» Nasza klasa... (2017-11-27, 19:54)
» czarny piątek... (2017-11-24, 19:54)
» Indyk... (2017-11-23, 19:54)
» Pierwszy śnieg... (2017-11-20, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN