Elvis...

Marek | Blog Marka | 2010-08-16, 18:18

Trzydzieści trzy lata temu umarł król rock & rolla. Miał 42 lata. Wyglądał na 62. Właśnie miał zaczynać kolejną trasę koncertową... Coś tak jak Michael. Były mąż córki Elvisa. Ot, takie przypadki. A może przeznaczenie? 16 sierpnia 1977 roku byłem w Wiedniu. W drodze powrotnej z Włoch. To te moje czarno białe zdjęcia. Na wystawach sklepów z płytami prawie wyłącznie Elvis Presley. Nie bardzo wiedziałem dlaczego. Po powrocie do Warszawy dowiedziałem się o Jego odejściu...

Jak to możliwe, myślałem. 42 lata, to za krótko. You Never Know... W następnym wydaniu Listy Przebojów Radia Luxembourg "Way Down" skoczyła z 29 na pierwsze miejsce. Nie mogło być inaczej. Nie był pierwszym, nie ostatnim, którego show biznes wciągnął, wykorzystał i wypluł. Są tacy, którzy wierzą, że Elvis żyje. Spotykają się dziś w Graceland w Memphis i świętują. Elvis żyje w piosenkach. Nikt na świecie nie sprzedał tylu płyt po śmierci. Nikt poza Królem Rock & Rolla. Teraz pewnie Go goni Król Popu. "Świat jest tylko jednym wielkim zamieszaniem"...

Ale jaki piękny ten nasz świat? Dziś zapraszam w okolice najsławniejszego gejzeru Parku Narodowego Yellowstone. Nazywa się Old Faithful i strzela gorącą wodą mniej więcej co półtorej godziny. Ja widziałem tę erupcję 15 sierpnia 2008 roku o 12.34. Tak mu wyszło. Było pięknie. Mam nadzieję, że to widać na zdjęciach. Dwa lata minęły.

Wczoraj byłem na śniadaniu w Szadku i na obiedzie w Sieradzu. Wyjechałem z Warszawy o 7. Puste miasto, piękna droga... I jak tu nie jechać? Powrót trochę gorszy. Jechałem z burzą. Pioruny rysowały się na niebie. Poziomo, jakby nie chciały uderzać w ziemię. Pierwszy raz widziałem takie zjawisko. Bałem się fotografować, więc dowodów brak. Temperatura spadła z 29 na 19 stopni. Lało, jak z cebra. Dojechałem szczęśliwie przed 19 i w "kulturze" przypomniałem sobie Marylę Rodowicz i Urszulę Sipińską w programie "Nareszcie razem". Nie widziałem tego ze 40 lat...
Płyta na dziś: jednak The Essential Elvis Presley...
Wino na dziś: Split River Estate Shiraz 2005, Western Australia...

p.s. na bazarku żadnych grzybów!

Elvis...Elvis...Elvis...Elvis...
Elvis...Elvis...Elvis...Elvis...
Elvis...Elvis...Elvis...Elvis...
Elvis...Elvis...Elvis...Elvis...
Elvis...Elvis...Elvis...Elvis...
Elvis...Elvis...Elvis...Elvis...
Elvis...Elvis...Elvis...Elvis...
Elvis...Elvis...Elvis...Elvis...

Pozostałe wpisy
» Zamach w Barcelonie... (2017-08-17, 20:02)
» Biurko... (2017-08-14, 19:54)
» Zamek Czocha... (2017-08-12, 19:54)
» Dzwonek Karkonoski... (2017-08-10, 19:54)
» Byłem w Nowym Jorku... (2017-08-09, 20:02)
» WodaWodaWoda... (2017-08-03, 19:54)
» Upał i prawdziwki... (2017-07-31, 19:54)
» Styx... (2017-07-29, 19:54)
» All Things Must Pass... (2017-07-27, 19:54)
» Badach... (2017-07-24, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN