Oborniki...

Marek | Blog Marka | 2016-04-21, 19:54

Czyli "Australijczyk" w drodze. Przyjąłem zaproszenie, bo miało nas być dwóch Marków. Marek Tomalik, to ten drugi. Podróżnik prawdziwy. Na spotkaniu było bardzo sympatycznie. Marek grał na didgeridoo, można było posmakować vegemite, posłuchać muzyki, pooglądać zdjęcia. I posłuchać wspomnień australijskich. Lubię wspominać, bo trochę jakbym tam znowu był. Lubię oglądać miejsca ulubione. Także na zdjęciach z dalekich podróży...




To był długi dzień. Pół na pół. Taksówkę na dworzec zamówiłem na kwadrans po 13. Najwyżej napiję się kawy, pomyślałem… Tak było. Pooglądałem okładki „lub czasopism”. Ładne zdjęcie Kasi Nosowskiej. No tak, właśnie się ukazała płyta „Błysk”. Będę jechał „pociągiem prawdziwym”. Do Berlina. Z tym, że ja wysiądę o 16.27 w Poznaniu. W moim przedziale nas czworo. Pan Profesor. Usiadł na moim miejscu, ale kiedy się zorientował, poprosił, żeby nie musiał go zmieniać, „bo walizka ciężka”. Powiedziałem, że nie ma sprawy. Będę siedział w kierunku jazdy. Obok mnie Korporacyjny w Czarnej Marynarce. Obok Pana Profesora Piękna Blondyna. Profesor kichnął. Pomyślałem PKP. Ale zaraz potem sięgnął do teczki, wyjął stamtąd maseczkę i założył na twarz. Żeby nie zarażać. Widziałem taką akcję pierwszy raz. Brawo Profesorze! Korporacyjny zjadł naleśnika i przespał całą podróż. Blondyna słuchała muzyki. Na stacji w Koninie, kiedy było cicho usłyszałem, że akurat słuchała Gotye & Kimbry. Nieźle… W Poznaniu wysiadła cała nasza czwórka. Ja przesiadłem się od razu do auta w stronę Obornik. 30 kilometrów pokonaliśmy w godzinę. Poznań zatłoczony. Spotkanie zaczęło się o 17.45. Około 19.15 dałem znaki, że ja już muszę jechać na lotnisko. Samolot nie zaczeka. Słabo to było pomyślane, bo zabrakło nam pół godziny na spotkania w cztery oczy. Zdjęcia i autografy. Przepraszam… „Musiałem być gdzie indziej”. Zdążyłem. Doleciałem Bombardierem. 40 minut plus 15 taxi do domu. Akurat zaczynała się telewizyjna retransmisja Gali Fryderyków. Nie będę jej komentował, bo po co?
Kiedy o 19.08 przyszła wiadomość od Aliny z Amsterdamu, że Prince nie żyje – nie uwierzyłem. Tak jak z wiadomością o śmierci Bowiego… Wypieram. „Purple Rain”…
Muzyka na dziś: Prince – wszystko…
Zdjęcia na dziś: wspominanie Australii.
Brudnopis odkładam na jutro, bo dziś już nic mi się nie chce pisać. Przepraszam & pozdrawiam.

Oborniki...Oborniki...Oborniki...Oborniki...
Oborniki...Oborniki...Oborniki...Oborniki...
Oborniki...Oborniki...Oborniki...Oborniki...
Oborniki...Oborniki...Oborniki...Oborniki...
Oborniki...Oborniki...Oborniki...Oborniki...
Oborniki...Oborniki...Oborniki...Oborniki...
Oborniki...Oborniki...Oborniki...Oborniki...
Oborniki...Oborniki...Oborniki...Oborniki...
Oborniki...Oborniki...Oborniki...Oborniki...

Pozostałe wpisy
» Ten złodziej czas... (2017-05-25, 19:54)
» Pan Zbyszek... (2017-05-22, 19:54)
» Porcelana... (2017-05-18, 19:54)
» Rabarbarowy... (2017-05-15, 19:54)
» Dzień otwarty... (2017-05-13, 19:54)
» Maślaki... (2017-05-11, 19:54)
» Biathlon... (2017-05-10, 19:54)
» Wyjątkowo zimny maj... (2017-05-04, 20:20)
» Majówka... (2017-05-01, 19:54)
» Przedostatnie... (2017-04-29, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN