Joe Cocker...

Marek | Blog Marka | 2014-12-23, 19:54

Kiedy wczoraj koło 18 siadałem do pisania dziennika, pomyślałem - nie muszę. Jutro będę miał więcej czasu... Przed 20 zadwonił telefon. Joe Cocker nie żyje. Ale jeszcze to sprawdzamy. Szybko sie potwierdziło. Takie wiadomości nie czekają. Gdybym miał wybrać moją ulubionę piosenkę w Jego wykonaniu, to jest to "You Are So Beautiful". Wersja studyjna z plyty "I Can Stand A Little Rain" (1974). Akurat 40 lat temu...





Tak, był absolutnym mistrzem „drugiego wykonania”. Od „With A Little Help From My Friends” do „Never Tear Us Apart”. 25 lat temu byłem na koncercie Cockera w Hadze, w Holandii. Bryan Adams, Jim Vallance i Diane Warren napisali wtedy dla Niego “When The Night Comes”. Miał 45 lat, a ja myślałem, że nie dotrwa do końca koncertu. Dotrwał znakomicie. To było chyba tuż po tym Jego trudniejszym okresie. Całe lata 90 były Jego. Na Liście Trójki miał 21 przebojów. Właśnie wtedy. Jak to nie ma już Joe Cockera? Zostały nam wspomnienia, piosenki, koncerty, płyty. Dobrze, że tak jest.
Jutro Wigilia Świąt Bożego Narodzenia. 21 lat temu zmarł mój Tato. Święta już nie są takie jak wcześniej.
Cały dzień dziś słucham Bowiego. Zestaw „Nothing Has Changed” dotarł do mnie dziś. Nic to, że spóźniony. 8 stycznia Artysta będzie miał urodziny. To będzie czwartek. Jak za dawnych lat cała Tonacja Trójki dla Niego. Ile tutaj najpiękniejszych wspomnień…
Wypijmy wino za tych, którzy odeszli. Jutro minie 15 lat od śmierci Tomka Beksińskiego. Nie pamiętam, czy Tomek pił wino. Lubił kolę, keczup i te zupy w puszkach amerykańskich z obrazu Warhola.
Ja dziś spełniam: Torbreck Barossa Valley 2012 Woodcutter’s Shiraz, South Australia. Na bogato… Do zdjęć.
Zdjęcia na dziś: Kimberley National Park. 18 sierpnia tego roku. Co za dzień! Co za spacer, co za światło. Jakoś wszystko mi się tego dnia podobało. Było 30 stopni Celsjusza. W nocy spadło do 2. Założyłem na siebie wszystko, co miałem. Bo to było spanie jednak w namiocie. Bardzo ekskluzywnym, ale bez ogrzewania. Wtedy mnie nie przeziębiło. Teraz tak. Dziś w Warszawie lało, jak z cebra. Jak żyć?
Zdrowia i radości, nie tylko na Święta. I najlepszej na świecie grzybowej na kolację wigilijną. A jeśli ktoś nie lubi, proszę zostawić porcję dla PanMarka.

Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...
Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...
Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...
Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...
Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...
Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...
Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...
Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...
Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...Joe Cocker...

Pozostałe wpisy
» Jeszcze jedno lato... (2017-06-22, 19:54)
» Fleetwood Mac... (2017-06-19, 19:54)
» Suzanne Vega... (2017-06-17, 19:54)
» Russell Falls... (2017-06-14, 19:54)
» Lecimy do Hobart... (2017-06-12, 19:54)
» Piknik Australijski... (2017-06-10, 19:54)
» Kurki... (2017-06-08, 19:54)
» Zimno/ciepło... (2017-06-05, 19:54)
» Stadion Narodowy... (2017-06-03, 19:54)
» Z Jasnej w świat... (2017-06-01, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN