69

Marek | Blog Marka | 2016-01-11, 19:54

Sześćdziesiąt dziewieć lat i dwa dni... W poniedziałki wychodzę z domu kwadrans przed 8. Dziś jakoś się grzebałem. Tuż przed 8 zadzwonił Michał realizujący program, żebym zabrał jakieś płyty Bowiego, bo "chyba nie żyje". Tak powiedział. Pomyślałem, że to nie jest możliwe. Wczoraj słuchałem kilku płyt Artysty i te leżały na stole. Zabrałem je... Na wszelki wypadek. "Poranna wiadomość" niestety się potwierdziła. Ale jak to? On? Dlaczego?




Zaraz potem pojawiła się wiadomość, że walczył z rakiem od 18 miesięcy. Ciągle nie mogłem w to uwierzyć, David Bowie nie żyje…Dojechałem do radia około 8.20. Padał deszcz. Uruchomiłem pocztę w komputerze… Za dużo wiadomości, jak na poniedziałek rano. W tematach: David. Bowie. „Look Up Here, I’m In Heaven”, proszę zdementować… Marcel poprosił, żeby wejść do „Zapraszamy Do Trójki” tuż przed 9. Znaczy jednak stało się. Jak grać? Co mówić? Nie umiem robić takich audycji. Najlepiej, żeby ich nie było…
Na koncert Davida Bowiego poleciałem na zaproszenie Aliny & Arjena do Amsterdamu. Samolot z Warszawy wystartował w sobotę rano. Był 30 maja 1987 roku. Listę tego dnia poprowadził Piotr Majewski. A kiedy wróciłem za tydzień, Trójka miała emisję z Malczewskiego. To był czas wizyty Papieża w Warszawie. Przylatywał w poniedziałek. Uwielbiam Amsterdam! Właśnie miała wyjść nowa płyta Whitney Houston! Tak, to był mój pierwszy zakup CD. Koncert Bowiego był na stadionie Feyenoordu w Rotterdamie. Niedziela 31 maja. Pojechałem z Gertjanem, kolegą Arjena.
16.30 wyjazd z Amsterdamu, w samochodzie słuchamy Bowiego.
18.30 dotarliśmy na stadion.
19.20 na estradę wyszła Nona Hendryx (kuzynka Jimi’ego Hendrixa).
20.00 Nona kończy swój występ.
21.10 zaczyna się koncert Davida. „Glass Spider” na początek…
22.22 „Heroes”, było jeszcze widno.
23.10 wygląda, że to już koniec koncertu…
23.25 koniec bisów, światła się zapalają.
2.30 spać, w drodze powrotnej słuchaliśmy Bowiego…
Długo nie mogłem zasnąć tej nocy. To był koncert! Jeden z najwspanialszych, jakie przeżyłem. Było mi tylko trochę głupio, bo CAŁY stadion głośno śpiewał WSZYSTKIE piosenki swojego ulubionego wykonawcy. Ja tylko niektóre… Zapisywałem sobie program koncertu na małej kartce, ale jakoś dziś nie mogłem jej znaleźć. Bilet na koncert kosztował wtedy tyle, co płyta kompaktowa. Co do płyt, to na CD kupiłem jeszcze Gino Vannelli’ego „Big Dreamers Never Sleep”. Więcej analogów. Między innymi nowe wtedy płyty Christophera Crossa, Michaela McDonalda, Michaela Sembello. Radio Kalifornia. Pewnie kupiłem także Leonidasy, ser z kminkiem, pięknie pachnące mydło… Takie były czasy. Waliza powrotna ważyła 24.5 kilograma. Lubię latać do Amsterdamu…
Nie lubię takich dni, jak dzisiejszy.

Pozostałe wpisy
» Wyrwane kartki... (2017-04-24, 20:20)
» Eliane Elias... (2017-04-22, 20:20)
» Biblioteka... (2017-04-20, 19:54)
» Stolica Australii... (2017-04-18, 20:20)
» Wielki Piątek... (2017-04-14, 19:54)
» Trzy tygodnie temu... (2017-04-13, 20:02)
» Deszczowa środa... (2017-04-12, 19:54)
» Zalatany... (2017-04-10, 19:54)
» Pięć razy śledź... (2017-04-03, 19:54)
» 55 (2017-04-01, 20:20)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN