Varanasi...

Marek | Blog Marka | 2011-11-15, 20:02

Trzy dni, które zmieniają człowieka. Każdego... Dziś wydaje mi się, że to był tylko sen. Trochę koszmarny. Ale sen. Kiedy patrzę na zdjęcia pamiętam jednak, że tam byłem. Intensywność zapachów. Święty Ganges. Palenie zwłok. Rzeka zalewa miasto mułem każdego roku. W porze deszczowej. Widać i czuć ten szlam. Chyba nawet na zdjęciach. Hindusi pracowicie zmywają go do rzeki, tam gdzie jego miejsce...



Dziś na zdjęciach delikatnie. Tak na dobry początek. Mieszkaliśmy w Rahul Guest House. Tak trochę na uboczu, poza miastem. I dobrze... Z dala od zgiełku. Z widokiem na miasto i rzekę. Z zasięgiem internetu (czasami!). Z niezłą kuchnią. Indian Breakfast to dwa placki typu naleśnik. Bardzo smaczne i pikantne. Do tego curd, czyli zsiadłe mleko i sos o bardzo intensywnym smaku. Taki do maczania placków. Zamiast herbaty zamawiałem jeszcze lassi. To znów zsiadłe mleko, ale rozbełtane i posolone. Pycha. W mleku żywe kultury bakterii, które pomagały w trawieniu "indian food", które jest bardzo, bardzo intensywne. Jak całe Indie. Chyba niepotrzebnie zamówiliśmy raz pizzę na obiad. Nie przyjęła się i miałem problem... Nie będę kontynuował tematu. Lepiej to przemilczeć. Podobno takie "oczyszczanie" organizmu jest nawet dobre raz na jakiś czas. Tylko dlaczego musiało mnie budzić całą noc co godzinę? A rano na łódkę... Wrócę do tematu.
Piraccy jeszcze 5 dni w Indiach. Piszą, że jest fantastycznie. Ja im donoszę, że u mnie jeszcze lepiej. I tak się pocieszamy. To już nie jest sezon na fasolkę szparagową, ale po ugotowaniu jest wyjątkowo słodka. Takie małe, miłe eksperymenty kulinarne. Pomidory nadal na pierwszym miejscu. Aaaaa! i jakoś nie mogę sie zabrać do nadrabiania zaległości w "mojej liście". Byle do soboty...
Karpie będą w tym roku wyjątkowo drogie. I dobrze... Byle wystarczyło suszonych na grzybową. Usłyszałem dziś w radiu, że jeszcze tylko 6 tygodni do Sylwestra. Jak to możliwe? I proszę sobie zarezerwować cały pierwszy dzień stycznia na radio...

Varanasi...Varanasi...Varanasi...Varanasi...
Varanasi...Varanasi...Varanasi...Varanasi...
Varanasi...Varanasi...Varanasi...Varanasi...
Varanasi...Varanasi...Varanasi...Varanasi...
Varanasi...Varanasi...Varanasi...Varanasi...
Varanasi...Varanasi...Varanasi...Varanasi...
Varanasi...Varanasi...Varanasi...Varanasi...
Varanasi...Varanasi...Varanasi...Varanasi...
Varanasi...Varanasi...Varanasi...Varanasi...

Pozostałe wpisy
» George Michael... (2017-06-24, 19:54)
» Jeszcze jedno lato... (2017-06-22, 19:54)
» Fleetwood Mac... (2017-06-19, 19:54)
» Suzanne Vega... (2017-06-17, 19:54)
» Russell Falls... (2017-06-14, 19:54)
» Lecimy do Hobart... (2017-06-12, 19:54)
» Piknik Australijski... (2017-06-10, 19:54)
» Kurki... (2017-06-08, 19:54)
» Zimno/ciepło... (2017-06-05, 19:54)
» Stadion Narodowy... (2017-06-03, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN