Miasta na R: Rzym...

Marek | Blog Marka | 2010-03-22, 20:43

Śniadanie o 8. O 9 zaczął padać deszcz. Chyba nagrzeszyłem. W razie czego mam książkę „Zaklęci w czasie”. O 9.30 przestało padać. Chyba moje grzechy nie były ciężkie. Jest ciepło jak latem. Chodziłem cały dzień w koszuli. Kurtka od deszczu na wszelki wypadek w plecaku. Nie przydała się. Mały deszczyk za to bardzo się przydał. Wiosna buchnęła, jak u nas majem.
To był dzień! Ale za to „boli mnie cały człowiek”. Słaba kondycja, ale chodziłem po Rzymie jakieś 8 godzin. Tybr przekroczyłem Ponte Umberto I, bo stamtąd najbliżej do Piazza Navona. Tam pierwsi Polacy. Z Łodzi. Skąd wiem, o tym potem. Z Piazza Navona przez Piazza Venezia do Colosseo, bo na dziś zostawiłem Foro Romano i Palatino. Tam od razu następna para z kraju. „Czy można prosić o zdjęcie?”. Pewnie, mogę Wam zrobić. „Nie! Ja chcę z Panem Markiem!”. Jestem do niego podobny, nie ma sprawy…
Czy mogę napisać, że zrobiłem dziś prawie 500 zdjęć? Kto był tutaj pewnie się nie dziwi. Po korekcji odpadnie pewnie połowa, ale 250 to jednak dziesięć dzienników. To kiedy ja to wszystko pokażę? W wolnych chwilach. Tak się umówmy…
Lunch na chybił trafił w małej restauracji w zakamarku Via del Corso. Trafił, bo było smacznie. Szynka parmeńska z melonem i makaron z grzybami i parmezanem. Bałem się, że będą pieczarki, ale były prawdziwe! Do tego białe domowe. 20 euro za całość. Sama radość jedzenia i picia. No i w jakich okolicznościach!
Po powrocie do hotelu padłem na chwilę, ale po chwili wykonałem dwugodzinny spacer na Zatybrze. Znaczy spotkanie z prawdziwym Rzymem. Zwiedzając miasto korzystam z przewodnika Gazety układanego przez Jarosława Mikołajewskiego (poeta, tłumacz, dziennikarz, italianista). Kiedyś rozmawiałem z Nim pod hasłem: „w poprzednim wcieleniu byłem Hindusem”. To była fajna rozmowa. Przewodnik jest moim zdaniem świetny. Mieści się w kieszeni kurtki i to jest najważniejsze. Pan Jarosław przytacza na okładce słowa Zbigniewa Herberta. „Pierwsze godziny w nowym mieście należy poświęcić na łażenie według zasady prosto, potem trzecia w lewo, znów prosto i trzecia w prawo”. Dzięki temu spotkałem na Zatybrzu Artura Rojka z rodziną. Niewiarygodne? A jednak… Rodak spotkany rano na Piazza Navona powiedział, że biegł z Arturem w maratonie do 25 kilometra. Artur powiedział mi, że ten chłopak jest z Łodzi. Świat jest mały, a wszystkie drogi jak wiadomo prowadzą do Rzymu. Poszwędałem się na Zatybrzu jeszcze trochę. Zdjęcia by były ładniejsze w słońcu, ale gorsze w deszczu, więc nie grymaszę. Resztkami sił dotarłem do hotelu i piszę te słowa.
A jutro rano? Jutro, jeśli się obudzę o 6 zdarzy się cud…

Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...
Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...
Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...
Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...
Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...
Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...Miasta na R: Rzym...

Pozostałe wpisy
» WodaWoda (2017-05-27, 20:20)
» Ten złodziej czas... (2017-05-25, 19:54)
» Pan Zbyszek... (2017-05-22, 19:54)
» Porcelana... (2017-05-18, 19:54)
» Rabarbarowy... (2017-05-15, 19:54)
» Dzień otwarty... (2017-05-13, 19:54)
» Maślaki... (2017-05-11, 19:54)
» Biathlon... (2017-05-10, 19:54)
» Wyjątkowo zimny maj... (2017-05-04, 20:20)
» Majówka... (2017-05-01, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN