Dzień zaduszny...

Marek | Blog Marka | 2015-11-02, 19:54

W radiu "do południa" grałem "muzykę ciszy". Myślałem o Mamie, Tacie, Ewie... O tym, że warto przeżyć każdy dzień dobrze. Tyle naszego... Pięknie dziś było. Ciepło i słonecznie. Jak nie w listopadzie. Moją trasę chodzenia remontują od jakiegoś czasu. Pewnie chcą zdążyć przed zimą. No to ja sobie wymyślam inne trasy. Warszawa da się lubić... Pamiętam, jak w 1982 roku wymyśliłem sobie trasę z Banacha w prawo i w stronę lotniska...




Lotnisko. Znaczy powrót do tematu. „Niedziela na głównym”. Spacer jesienną ulicą w stronę lotniska? Pięknie było. I wcale nie było ważne, że obok jechały auta. Lubię się zamyślić, a wtedy nic obok nie jest istotne. A kiedy z Grójeckiej, róg Banacha przeniosłem się na Bonifraterską, róg Konwiktorskiej, to latem chodziłem nad Wisłę. A jesienią na Starówkę. U Bonifratrów kupowałem „maść kremową”. Była tłusta, świetnie się wchłaniała. Dobra na Góry Izerskie i na Australię. Nadal ją sprzedają, ale jakoś ona już nie taka. Ani nie maść, ani nie kremowa. Mazidło raczej… Wszystko się kończy, wszystko przemija. Nie mogę trafić na prawdziwy chleb w mojej okolicy. Wszystko, co kupuję, to jednak wyroby „chlebopodobne”. A piec chleba domowego nie umiem. Nie używam piekarnika. No tak mam! Takie tam zwierzenia najcichsze…
Płyta na dziś: „If I Can Dream” Elvis Presley with the Royal Philharmonic Orchestra (2015). Za półtora roku minie 40 lat od śmierci Króla Rock & Rolla, a On ciągle nagrywa? Najlepiej zarabiający Artysta po śmierci. Tak też trzeba umieć. Kawał dobrej roboty wykonali producenci albumu, panowie Nick Patrick i Don Reedman. To brzmi świetnie! Zwłaszcza duet Elvisa z Michaelem Buble’. Warto posłuchać, jak brzmi Presley nowocześniej… Executive Producer, znaczy Priscilla Presley, czyli była Królowa pewnie tylko liczyła kasę, ale kto bogatemu zabroni?
Zdjęcia na dziś: australijski przekładaniec, czyli zdjęcia, które wybrałem do książki. Nie wszystkie się zmieściły, to zrozumiałe. Ale tutaj? Zawsze mogą po nie sięgnąć.
Wino na dziś: (z cyklu: ostatnia flaszka!). Two In The Pouch Shiraz Cab Sav 2009, Possum McLaren Vale, South Australia. Już mi żal, że nie mam więcej…
Następna stacja – środa, bo we czwartek o tej porze to ja będę w Łodzi.
PS: przepraszam z dołu za godzinne opóźnienie. Program odmówił…
Słabiak.

Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...
Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...
Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...
Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...
Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...
Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...
Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...
Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...
Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...Dzień zaduszny...

Pozostałe wpisy
» Światło... (2017-10-20, 03:33)
» Downtown... (2017-10-18, 05:05)
» Deszczowa pułapka... (2017-10-15, 19:54)
» Ringo... (2017-10-14, 08:28)
» Miasto, które nigdy nie zasypia... (2017-10-13, 07:57)
» Powrót do Vegas... (2017-10-12, 07:07)
» Page... (2017-10-10, 06:46)
» W drodze... (2017-10-09, 22:22)
» Ogród Bogów... (2017-10-08, 05:55)
» Colorado... (2017-10-07, 05:55)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN