Snowy Mountains przywitały nas... śniegiem!

Marek | Blog Marka | 2007-10-21, 11:40

Sobota i niedziela w Śnieżnych Górach, w których jest najwyższy szczyt Australii - Góra Kościuszki (oni tutaj wymawiają "kozjosko") 2228 metrów. Jakieś 500 kilometrów od Sydney w stronę stanu Victoria, przez stolice Australii - Canberra. Podróż wygodna, bo poza świetnymi drogami, mają tutaj całą sieć rewelacyjnych autostrad. Podróż zaczęliśmy o 6 rano, a około południa już wjeżdżaliśmy wyciągiem na górę...Thredbo to piękny kurort u podnóża Australijskich Alp. Tam z Piratami postanowiliśmy zostać na noc. Stamtąd wyciągiem na górę i dalej piechotą, żeby zdobyć szczyt. Pogoda była cudowna... Znaczy prawie rewelacyjna, bo niestety wiało w twarz jak w kieleckiem. Śniegu jak widać jeszcze sporo, chodzenie po nim przy takim wietrze opóźnia marsz. Mógłbym napisać, że zdobyłem Górę Kościuszki, ale tak nie było. Nie daliśmy rady tylko dlatego, że ostatni wyciąg na dół odchodził o 16. Cztery godziny to za mało, żeby w górach takich jak te pokonać trasę 13.5 km. Znaczy Młodzi Piraci by dali rade, ale Starszy Niedźwiedź już nie. Moja wina, ale najważniejsze jest zdobywanie, radość z pięknej pogody i niezwykle pięknych okoliczności przyrody. Mnie to wystarczało. I cieszyłem się jak dziecko! Boże, jak tam cudownie... To zupełnie inne góry, niż moje ukochane Blue Mountains, ale chyba mam nową miłość. Parki narodowe w Australii to odrębny temat, pewnie go kiedyś potrącę. Dotarliśmy z Piratami do zamarzniętego jeziora i pora było wracać, bo "ostatni pociąg na dół" ucieknie. Nie uciekł, na dodatek z Gunią mieliśmy jeszcze na górze czas na lampkę Shiraza, a Pirat był taki nakręcony, że poszedł na dodatkową trasę, a następnie zamiast wyciągu wybrał zejście na sam dół. Nie będę kłamał, po zejściu bolało mnie chyba wszystko. Przyjemne zmęczenie, ale boli. Tak było wczoraj... Dziś rano po śniadaniu wybraliśmy się do kolejnego pięknego miejsca. Charlotte Pass, jak w bajce. Góry jak mleko łaciate. Zejście do potoku z najczyściejszą wodą na świecie łatwe, trudniej pod górę. Jak widać dałem radę. Niezwykłe eukaliptusy, takich chyba jeszcze wcześniej nie widziałem. Pogoda taka, jaką widać na zdjęciach. Powrotna podróż do Sydney dłuższa, bo zatrzymaliśmy się między innymi u Rosjanina, który sprzedaje pstrągi, a potem u Heidi z Austrii na pyszny lunch. Tak, Australia to tygiel rasowy.


"Tańczący ze śniegami" Guna i ja


"Świeża woda zdrowia doda"


Wiosna w Snowy Mountains


21 października, wybrałem Kościuszkę


Eukaliptusy ze Snowy Mountains


Czy muszę coś dodawać?


Snowy Mountains przywitały nas śniegiem!


Dwie pory roku w jeden dzień, na razie zima...


To białe na środku to Góra Kościuszki (2228mnpm)


Pokaz mody na śniegu..


Charlotte Pass


Się zamyśliłem, jak tu pięknie


Piraci maszerują...


Góry Łaciate, jak mleko...


Coraz wyżej, a ten krasnolud to ja...


Pokłon górom


Co ja tutaj robie? O tym jutro...

Pozostałe wpisy
» Względność... (2018-04-21, 18:26)
» Chicago... (2018-04-19, 19:54)
» Spacer nad jeziorem... (2018-04-16, 19:54)
» Motyle... (2018-04-14, 19:54)
» Filharmonia... (2018-04-12, 19:54)
» Vannelli... (2018-04-11, 19:54)
» Lista... (2018-04-07, 19:54)
» Nie w czas... (2018-04-05, 19:54)
» 56 (2018-04-02, 19:54)
» Przyjdzie i tak... (2018-03-29, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN