Kamieńczyk...

Marek | Blog Marka | 2016-02-19, 19:54

Bałem się, że ten tydzień będzie trwał za długo. Trwa tak samo krótko, jak inne. W "pamiętniku chorego" mogę wpisać - jest OK. Kaszel minął, to najważniejsze. Do poniedziałku będzie jeszcze lepiej. Takie mamy założenie. Dziś w Warszawie deszcz pada cały dzień. Nawet nie chciało mi się wyjść na bazarek. "Wszystko mam!", to po co się przetwierać... Tak mówiła Mama. Mama do mnie mówiła. Trzeba ćwiczyć głos...




Ponoć faceci są mniej odporni na ból. I bardziej cierpią w chorobie… Lepiej. Dziś się dowiedziałem od Kuzynki, że mężczyźni nie chorują, a walczą o życie! Ładne… Ja też walczę i wygrywam, to najważniejsze. Zdjęcia na dziś to Wodospad Kamieńczyka ze środy ubiegłego tygodnia. Gdyśmy dotarli z Warszawy do Szklarskiej wczesnym popołudniem Grażka zdecydowała, że kolację zjemy w Kamieńczyku. I to była bardzo dobra decyzja. Kiedy byłem pierwszy raz w Szklarskiej szukałem jakiegoś miejsca dla siebie, żeby tam wracać. Pierwsze pokazano mi schronisko na Kamieńczyku. Pokoje bardzo gościnne przypadły mi do gustu. Takie w sam raz, żeby mnie nikt nie znalazł. No, ale przez długie lata jeździłem jednak do „Lasu”. To była nasza baza. Kamieńczyk zawsze będę pamiętał, jako miejsce, które „uratowało mi życie”. Kilkanaście lat temu z Gienkiem i Leszkiem poszliśmy z Karpacza na Śnieżkę. Stamtąd zjechaliśmy do Czech na jedzenie i zakupy. Była piękna pogoda. Zjawiskowy zachód słońca na Śnieżce. Muszę znaleźć te zdjęcia. Spaliśmy na górze. Rano po wschodzie słońca, który nas budził w schronisku, pogoda nagle się załamała. Jak to w górach. No to po śniadaniu wypiliśmy po piwie na odwagę i w drogę. Ze Śnieżki na Szrenicę przez Śnieżne Kotły. Piękna trasa, ale tylko wtedy, kiedy nie pada deszcz. Tego dnia padało, częściej lało. Zmoczyło nas z 8 razy. Kiedy po 8 godzinach dotarliśmy na Halę Szrenicką i zobaczyłem przez okno schroniska, że idzie następna ulewa oświadczyłem, że dalej nie idę. I wtedy przyjechał po nas Jurek z Kamieńczyka. Kiedy dotarliśmy do schroniska, czekała na nas najlepsza na świecie kaszanka z grilla. Lepszej nigdy nie jadłem. Ot, takie wspomnienie. Śledź i sałatka ziemniaczana w ostatnią środę też były zjawiskowo smaczne. Jak to w górach. Góry to są góry!
Dużo mam czasu, więc się jednak zabrałem za MC4. Nie wiem kiedy wyjdzie, nie wiem, co uda się na nią zebrać na całym świecie, ale w związku z szykowaniem zestawu posłuchałem Zucchero „overdose d’amore the ballads”, Jeffa Pevara „From The Core”, The Unthanks „Mount The Air” i Damiena Rice’a „My Favourite Faded Fantasy”. To tylko takie podpowiedzi. Będziemy nad tym pracowali…
Cieszę się na sobotę i niedzielę, bo następny będzie poniedziałek!

Kamieńczyk...Kamieńczyk...Kamieńczyk...Kamieńczyk...
Kamieńczyk...Kamieńczyk...Kamieńczyk...Kamieńczyk...
Kamieńczyk...Kamieńczyk...Kamieńczyk...Kamieńczyk...
Kamieńczyk...Kamieńczyk...Kamieńczyk...Kamieńczyk...
Kamieńczyk...Kamieńczyk...Kamieńczyk...Kamieńczyk...
Kamieńczyk...Kamieńczyk...Kamieńczyk...Kamieńczyk...
Kamieńczyk...Kamieńczyk...Kamieńczyk...Kamieńczyk...
Kamieńczyk...Kamieńczyk...Kamieńczyk...Kamieńczyk...

Pozostałe wpisy
» Światło... (2017-10-20, 03:33)
» Downtown... (2017-10-18, 05:05)
» Deszczowa pułapka... (2017-10-15, 19:54)
» Ringo... (2017-10-14, 08:28)
» Miasto, które nigdy nie zasypia... (2017-10-13, 07:57)
» Powrót do Vegas... (2017-10-12, 07:07)
» Page... (2017-10-10, 06:46)
» W drodze... (2017-10-09, 22:22)
» Ogród Bogów... (2017-10-08, 05:55)
» Colorado... (2017-10-07, 05:55)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN