Nowa Zelandia...

Marek | Blog Marka | 2015-11-30, 19:54

Dawno nas tam nie było. "Australijczyk" zdominował także bloga. Ale dziś tak mnie naszło, żeby tam na chwilę wrócić. Byłem tam 3 razy, po dwa razy na każdej wyspie. Boże, jak tam pięknie! Jeszcze jeden z najpiękniekjszych końców świata. Od mojej ostatniej podróży na te wyspy już zaraz minie 11 lat. Czas... Muszę namówic Piratów, żeby znowu tam polecieć. Jedenaście lat, to kawał czasu. Ciekawe, co się tam zmieniło?



Może pora by to sprawdzić? Nie planować! Co ma być, to i będzie. Dziś chciałem najbardziej, żeby nic nie padało z nieba. Musiałem iść do banku. A to kawałek drogi. Kroki, tak kroki, ale niestety nie lubię chodzić w deszczu. Udało się, nic nie padało. Bank zrobiony… Jutro nagrania Tonacji Plus. Przedostatnie w tym sezonie. Z Piotrem Roguckim i dlatego płyta na dziś, to Jego album „J.P. Śliwa”. Mama 01, i Mama 02 – polecam. Reszta wyjdzie w praniu, znaczy w programie. Mam nadzieję. Niebo dziś czasem wyglądało, jak na zdjęciach z Nowej Zelandii. No właśnie – to zdjęcia na dziś. Po drodze… Pięknie i kolorowo. Bo tak tam jest. Święta Bożego Narodzenia w drodze? Tak, tylko ten jeden raz. Na Wigilię było jak w Polsce, bo cała nasza piątka podróżników to Polacy. Były jajki i grzybowa z torebki. Wzruszająco i radośnie. A potem telefony do Polski. A przynajmniej SMS’y. W drugi dzień świąt tsunami w Azji, ale myśmy o tym nie wiedzieli. Sylwester był na plaży. Najwspanialszy w moim życiu. Tak się tylko mówi. A movie to kino. Było jak w kinie. Plaża czarnych kamieni. A nas była już siódemka. I ciągle sami Polacy! Zresztą nikt poza nami nie świętował tego dnia na plaży. Dziwni jacyś byliśmy? Nie! Było cudownie. A może takie są wspomnienia? Wino na dziś powinno być z Nowej Zelandii. Ale jednak padło na Maria Street Vineyard 2011 Shiraz Chateau Tanunda, Barossa Valley, South Australia. Dobry wybór…
PS: i znowu będę dziś oglądał „Kod Da Vinci”? Który raz? Setny raz… A gdzie czytałem tę książkę? W Erbalundze na Korsyce. Pora wrócić i tam… Pierwszy raz na Korsyce byłem w listopadzie 1991 roku… Wtedy, kiedy zmarł Freddie Mercury. Czas na nikogo nie czeka.

Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia...
Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia...
Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia...
Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia...
Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia...
Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia...
Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia...
Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia...
Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia... Nowa Zelandia...

Pozostałe wpisy
» Światło... (2017-10-20, 03:33)
» Downtown... (2017-10-18, 05:05)
» Deszczowa pułapka... (2017-10-15, 19:54)
» Ringo... (2017-10-14, 08:28)
» Miasto, które nigdy nie zasypia... (2017-10-13, 07:57)
» Powrót do Vegas... (2017-10-12, 07:07)
» Page... (2017-10-10, 06:46)
» W drodze... (2017-10-09, 22:22)
» Ogród Bogów... (2017-10-08, 05:55)
» Colorado... (2017-10-07, 05:55)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN