Zaczęliśmy od Adelajdy... Piękna pogoda, cudowne plaże, japońska restauracja, Alcaraz zwycięzcą AO! Same radości... No tak, ale okazało się, że pożar buszu uniemożliwia dotarcie na Kangaroo Island. Zmiana planów... Jak dobrze, że nic nie musieliśmy. Takie wakacje... Dziś mieliśmy "pierwszy dzień wiosny". Słońce robiło robotę. Ja zrobiłem mielone. I chyba znowu się udało. Smacznego...
(Dalej…)
Co by tu zrobić, żeby nie myśleć? Dobra jest chyba ucieczka do pięknych miejsc... Dwa tygodnie temu wróciłem z Australii. Ogarniam zdjęcia i wspomnienia. Dziś powrót do kliszowych. Prawie samo słońce. Dziś w Warszawie też świeciło. Wiosna przyjdzie i tak... Awokado z bazarku smakuje prawie jak to w Australii. Koniecznie czarne awokado. Do pomidorów "prosto z krzaka" jeszcze 3 miesiące. Tylko trzy miesiące...
(Dalej…)
Jest ich tam coraz więcej... Pięknie pozują do zdjęć, ale zabijają życie roślin i zwierząt. Kolej rzeczy? Dziś startuje Festival di Sanremo. Potrwa do soboty. Proszę nie przegapić niedzielnej "La pausa italiana". Justyna i Ula podsumują... Ja wspominałem. Trzy miesiące do pomidorów "prosto z krzaka". Na razie pomidorowa na zeszłorocznych zbiorach smakuje jak lato... W czwartek wrócę do kliszowych kolorów.
(Dalej…)
Zdjęcia kliszowe są inne. Kolory, klimat, nasycenie... Są staroczesne. Tak, jakbym nagle znalazł się w tych miejscach 50 lat temu. Tak mogła wyglądać Australia dawniej. No może poza nowoczesnym Perth... Tradycyjne aparaty fotograficzne są bardziej zawodne, niż na przykład telefoniczne, ale i tak mi się udało ustrzelić to i owo. Dziś pierwsza porcja...Ciąg dalszy nastąpi. Nim przyjdzie wiosna jeszcze trochę deszczu. Jest potrzebny, niech pada...
(Dalej…)
Elephant Rocks - kolejny przystanek. Taki na kilka godzin... Ponad 3 i pół tysiąca kilometrów samochodem w dwa tygodnie. Jak dobrze, że nie ja byłem kierowcą. A i tak ostatniej nocy śniła mi się jazda autem w Australii... Co to może znaczyć PanieDoctorze? Dostałem pierwszą porcję kliszowych. Robią wrażenie... Zapraszam tutaj w sobotę. Złapałem katar. Kiedy i skąd? Choroba w domu, w niedzielę będzie gotowanie rosołu... Marzy mi się pomidorówka.
(Dalej…)
6 lutego 2026... 36 stopni Celsjusza. Co za dzień! Z Perth do Pinnacles. Jak będzie? Czy równie niesamowicie, jak 19 lat temu? Ile pamiętam? Za dużo pytań... Było zjawiskowo. Mam nadzieję, że to widać na zdjęciach. Złota pustynia robi ciągle duże wrażenie. Dwa razy, bo jak wiadomo "gra podwójna" działa lepiej. W międzyczasie na lunch Battered Dhu Fish & Chips. Nigdy nie jadłem takiej smacznej ryby. Przebiła wątłusza... Co za dzień, a to był zaledwie początek najpiękniejszych doznań. Wino na tamten dzień - białe, bo białe...
(Dalej…)
Australia w dwa tygodnie? Adelajda, Henley Beach, zamiast Kangaroo Island (pożar buszu) Alligator Gorge, Hancock's Lookout, Perth, Pinnacles Desert, Busselton, Margaret River, Hamelin Bay, Cosy Corner, Karri Valley, plantacja awokado, Valley Of the Giants, Elephant Rocks, Albany, Esperance, Lucky Bay, Frenchman's Peak (nie ryzykowałem ponownego pokonania), Great Ocean Drive, Pink Lake… Jutro Wave Rock, pojutrze powrót do Perth… Australia w dwa tygodnie. Jest taki Magik, który robi to już trzeci raz… Już zaraz będzie Jego książka, która podpowie, jak to zrobić… Zdjęcia dzisiejsze: Marzena Krajewska i Piotr Bielski. Dziękuję… Moje pokaże już we wtorek. Jak ten czas szybko płynie...
(Dalej…)