Indie...

Marek | Blog Marka | 2020-11-09, 19:54

Zgodnie z obietnicą lecimy do Indii! Na niby... Dziś Jaipur niezbyt oczywisty. Początek listopada 2011 roku. Gunia i Pirat przylecieli z Hobart, ja z Warszawy. Ja wtedy przez Mediolan... Były takie czasy. Piraci przywieźli konserwy rybne, takie na jeden raz. Ja szynkę konserwową i kabanosy. Do Indii można przywieźć wszystko, do Australii żadnego jedzenia. No może poza śliwkami w czekoladzie. Takie ekstra jedzenie jest niezbędne, kiedy po kilku dniach znudzi się lokalna kuchnia. Znudzi? Mnie tam się nie nudziła...




Ale kiedy w Khajuraho zamówiłem butter chicken i dostałem same kostki z szyjki kurczaka, to przeszedłem na dania wegetariańskie. Samo dobre! W Indiach byłem 3 razy. W 1984 i 1986 roku. Marzyłem o tym trzecim razie, ale kiedy wracałem z Delhi obiecałem sobie, że to był ostatni raz. Buty zakurzone podróżą zostawiłem na lotnisku, a wracałem w kroksach. W końcu to już były tylko dwa samoloty i lotnisko w Mediolanie. Nigdy nie mów nigdy… A poza tym we wspomnieniach zawsze jest pięknie. Tak więc na chwilę wrócimy do Indii 2011 roku. Dziś na zdjęciach Jaipur nieoczywisty. Różowe miasto, ale w takim słońcu jakie zastaliśmy to raczej szarobure i brązowe. Za to hotel mieliśmy luksusowy, a na lunch zamówiliśmy Lindemans Chardonnay. Prawie nie mogłem w to uwierzyć. Dwa dni w Jaipurze to był dobry czas. Potem ja wracałem do Delhi, a Piraci jechali na pustynię pojeździć na wielbłądach. Na to ja już nie miałem ochoty… Na podróż pociągiem też nie, ale jakoś dałem radę. Po powrocie do hotelu w Delhi długo stałem pod prysznicem. Ale zaraz potem poszedłem na długi spacer po Paharganj. Szukałem wspomnień z lat 80. „Hotel Relax”… Ktoś z Czytelników był tam w latach 80?
Płyta na dziś: pierwsze odsłuchanie Smooth Jazz Cafe 20. Premiera albumu już za 11 dni. Zaczyna się piosenką „From Paris With Love”, a dalej? Nie chcę niczego zdradzać, ale muszę napisać, że nie udało się niestety nabyć praw do udziału w kompilacji „Church Bells” Mi Casa. Nie zawsze jest niedziela… Mamy za to w zestawie wielu „dobrych znajomych”. Paweł Rosak, Michael Franks, Marc Jordan. Wiele radości i pięknej muzyki. Polecam…
PS: na stronie Wielkiej Litery rusza właśnie akcja „książka z autografem”. Między innymi są tam także „DyrdyMarki”.

Indie...Indie...Indie...Indie...
Indie...Indie...Indie...Indie...
Indie...Indie...Indie...Indie...
Indie...Indie...Indie...Indie...

Pozostałe wpisy
» Seidorf... (2021-07-22, 19:54)
» Indian Summer... (2021-07-17, 22:22)
» Kod Leonarda... (2021-07-15, 19:54)
» 18 lat... (2021-07-13, 19:54)
» Brugia... (2021-07-12, 19:54)
» Amsterdam... (2021-07-10, 19:54)
» Suchość... (2021-07-08, 19:54)
» Gorączka... (2021-07-06, 19:54)
» Jutro Meksyk... (2021-07-03, 19:54)
» Jedno jest życie... (2021-07-01, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN