Kolos...

Marek | Blog Marka | 2015-04-23, 19:54

Czytelnik zasugerował, żebym czasami poza muzyką i winem polecał coś do czytania. Mógłbym odesłać Czytelnika do Trójki, gdzie Michał Nogaś świetnie to robi. Ale akurat dziś jest dobra okazja. Światowy dzień książki. Na dodatek już zaraz pojawi sie na rynku "Kolos" Finna Alnaesa. Po przeczytaniu tego dzieła pod koniec lat 60 ubiegłego wieku, przestałem być dzieckiem. Tak, ta książka zrobiła na mnie wielkie wrażenie...





Dobrze mieć przewodników. Docenia się to pewnie dopiero po latach. Ale ja już wtedy, w tych latach 60, wiedziałem, że Pan Jarema pracujący w bibliotece miejskiej, to był taki ktoś. Szadek… małe miasteczko. Bardzo stare, z pięknym kościołem. Jedno kino Rolnik, jedna szkoła. Jeden kiosk „Ruchu” w którym kupowałem gazetę z notowaniem Listy Przebojów „Studia Rytm”. Było więcej kiosków? Może tak. Ten na rynku był dla mnie najważniejszy. Jedna poczta, stamtąd dzwoniłem do „Muzycznej Poczty UKF”. Jeśli się udało dodzwonić, prosiłem o Yes, Genesis, Eagles… Jarema organizował nam „życie kulturalne miasteczka”. Były spotkania z czytaniem poezji, kawa i pączki. Jak one wtedy smakowały… Ale przede wszystkim doradzał, co czytać. Biblioteka miejska była wyjątkowym miejscem. Pachniała historią i papierem. To był czas, kiedy już „pochłaniałem” książki. Lubiłem się gubić w ich opowieściach. Takie małe ucieczki do innych światów. Kiedy wziąłem do ręki polecanego „Kolosa” trochę się przestraszyłem. Cegła… Dam radę? Wciągnęło mnie na całego. Miałem czerwone uszy. Nie chciałem stamtąd wracać. To była lektura bardzo niepokojąca. Byłem nastolatkiem. Dotykałem dorosłości. Aż do gorzkiego smaku w ustach. Jakbym jadł nie łuskane migdały. Nigdy wcześniej nic takiego mi się nie przydarzyło… Bałem się trochę, ale czytałem dalej. Dlaczego do dziś tak dobrze to pamiętam?
A teraz ta książka znowu wychodzi. Po 50 latach? Zaraz zacznę ją czytać. Ale czy znowu mnie złapie? Bardzo bym chciał. I poproszę…
Zdjęcia na dziś: majówka w Szklarskiej i okolicach z 2007 roku. Osiem lat minęło. Czyżby wiosna wtedy wcześniej przychodziła? A może w tydzień podgoni?
Płyta na dziś: Pan Głos Plażowy, czyli Brian Wilson – kiedyś The Beach Boy. Album „Deluxe”. Jakby z tamtych lat, o których napisałem. Jakby czas się zatrzymał. Nie zatrzymuje się. Brian śpiewa: „co się stało z moimi ulubionymi miejscami, co się stało ze mną”. To trochę o mnie. Nostalgia? Niech będzie…
Wino na dziś: Paringa Cabernet Sauvignon 2013, South Australia…
Jutro Lista Trójki skończy 33 lata. How come? Starzejemy się. Ale i tak poproszę o głosy w notowaniu. Do samego południa. Piotr Baron będzie namawiał do głosowania w eleptrójce…
PS: czy nie za dużo dziś napisałem? Po Blue Monday nie ma śladu. Czwartek jest piękny!

Kolos...Kolos...Kolos...Kolos...
Kolos...Kolos...Kolos...Kolos...
Kolos...Kolos...Kolos...Kolos...
Kolos...Kolos...Kolos...Kolos...
Kolos...Kolos...Kolos...Kolos...
Kolos...Kolos...Kolos...Kolos...
Kolos...Kolos...Kolos...Kolos...
Kolos...Kolos...Kolos...Kolos...
Kolos...Kolos...Kolos...Kolos...

Pozostałe wpisy
» Pierwszy śnieg... (2017-11-20, 19:54)
» Alone... (2017-11-18, 20:22)
» Liście zabrał wiatr... (2017-11-16, 19:54)
» Monument Valley... (2017-11-13, 19:54)
» Do 3 razy... (2017-11-11, 19:54)
» Dzień Jeża... (2017-11-10, 19:54)
» Po drodze... (2017-11-04, 19:54)
» Freedom... (2017-11-02, 19:54)
» Widokówki... (2017-10-30, 19:54)
» Zapatrzenie... (2017-10-28, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN