Obiecanki...

Marek | Blog Marka | 2016-02-18, 19:54

Do kiedy obiecałem pisać "dziennik chorego?". Aż będzie lepiej... No to dziś jeszcze nie jest. Dzień czwarty. Mały kryzys, bo znów zaczynam myśleć, że mam to przeziębienie od zawsze. Jedno, co pozytywne, to pierwszy raz w tym tygodniu ugotowałem ciepłe na obiad. Kasza gryczana z sosem grzybowym. Zjadłem, żeby nie było, że nie jem. Ale z apetytem słabo. Za to piję dużo. Głównie herbata z cytryną i sokami...




Ponoć faceci są mniej odporni na ból. I bardziej cierpią w chorobie… A tak sobie trochę ponarzekam. Zdjęcia na dziś to Lista ze Skwerku w Szklarskiej, Świeradów Zdrój i Mlądz. Ostatnie w albumie, te bardziej płaskie, to od Pani Ewy, która była na naszym świętowaniu - dziękuję. Było miło, ale jak widać łatwo coś złapać, dostać, kupić, przejąć. Pisze o zarazkach. Pewnie zwłaszcza podczas kontaktów najbliższych, czyli robienia zdjęć. Nic to, przeziębienie mija mi! W poniedziałek zapraszam „Do południa”. Jeśli oczywiście to tej pory wydobrzeję.
Od rana słucham muzyki, bo niestety telewizja śniadaniowa to nie dla mnie oferta. A seriali, w których wszyscy się zabijają – nie daję rady. Coraz gorzej toleruję filmy, w których pokazuje się głównie okrucieństwo. Zobaczyłem „Niemożliwe”, bo to było o tsunami z 2004 roku, ale w drastycznych momentach wychodziłem na kolejną herbatę. Boże Narodzenie 2004 roku spędziłem z Piratami i Lasami w Nowej Zelandii. Pisałem o tym już kiedyś. Na Sylwestra w Kaikoura na plaży czarnych kamieni dołączyli do nas Czereśniaki. Oj, było fajnie! Nic nie wiedzieliśmy o tragedii w Tajlandii. A to przecież już był XXI wiek. Tak, Nowa Zelandia to dobry pomysł na ucieczkę. Od reszty świata…
Od rana więc słucham muzyki. Zacząłem od Jacksona Browne. Nie pamiętałem, że w albumie „Late For The Sky” z 1974 roku chórki śpiewali mu gościnnie Dan Fogelberg, Don Henley i John David Souther. Świetnie współbrzmieli. Radio Kalifornia na płytach CD? A kto by to kupił? Ale pomarzyć warto. Mam czas, pobawię się na razie w układanie takich zestawów. Kto wie? Bo kto wie…
Teraz kończy mi grać ostatni album Angusa & Julii Stone. Pamiętam, jak go kupiłem w Hobart w dniu premiery. Kosztował $21.99, bo to była ta poszerzona wersja – 16 piosenek. Już niedługo miną dwa lata… Pięknie gra.
To jeszcze mleko z czosnkiem i to by było na tyle…

Obiecanki...Obiecanki...Obiecanki...Obiecanki...
Obiecanki...Obiecanki...Obiecanki...Obiecanki...
Obiecanki...Obiecanki...Obiecanki...Obiecanki...
Obiecanki...Obiecanki...Obiecanki...Obiecanki...
Obiecanki...Obiecanki...Obiecanki...Obiecanki...
Obiecanki...Obiecanki...Obiecanki...Obiecanki...
Obiecanki...Obiecanki...Obiecanki...Obiecanki...
Obiecanki...Obiecanki...Obiecanki...Obiecanki...

Pozostałe wpisy
» Wyrwane kartki... (2017-04-24, 20:20)
» Eliane Elias... (2017-04-22, 20:20)
» Biblioteka... (2017-04-20, 19:54)
» Stolica Australii... (2017-04-18, 20:20)
» Wielki Piątek... (2017-04-14, 19:54)
» Trzy tygodnie temu... (2017-04-13, 20:02)
» Deszczowa środa... (2017-04-12, 19:54)
» Zalatany... (2017-04-10, 19:54)
» Pięć razy śledź... (2017-04-03, 19:54)
» 55 (2017-04-01, 20:20)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN