Słońce...

Marek | Blog Marka | 2015-08-06, 19:54

Jak daleko jest od miłości do nienawiści? Tyle razy to już w życiu przerabiałem. Ale nigdy w stosunku do słońca. Dobra, lubię upały. Jest mi z tym dobrze. Dlatego przecież raz na jakiś czas uciekam do Australii. Rok temu miałem taki dziwny czas. 6 sierpnia w Hobart była zima, a następnego dnia poleciałem do Broome i tam było takie lato, jak dziś tutaj w Warszawie. A słońce zachodziło na czerwono. Pięknie, majestatycznie, zjawiskowo...




7 sierpnia ubiegłego roku zaczynała się jedna z ważnych przygód mojego życia. Broome to przecież wrota do Kimberley! Kiedy doleciałem na miejsce, wypiłem w hotelu powitalną lampkę szampana i poszedłem nad morze „robić” zachód słońca. Cudowna Cable Beach. Wtedy jeszcze nie miałem świadomości, że w Hobart został kabelek łączący mój aparacik z możliwością fotografowania. Gunia zadzwoniła dopiero wieczorem. Może to i dobrze, bo po zachodzie słońca zjadłem jeszcze pyszną kolację we włoskiej restauracji (befsztyk, bo później miał być już outback). Do obiadu Chardonnay. Białe do czerwonego mięsa? A kto mi zabroni? Nikt mnie tam przecież nie znał. Dzień miałem dłuższy o dwie godziny, różnica czasu między Hobart a Broome. Następnego dnia miałem wycieczkę do Horizontal Falls. Na cały dzień. Bez sklepów i możliwości kupienia kabelka. Nie miałem najlepszego humoru, przyznaję… Ale spałem dobrze. Klimatyzowany pokój w hotelu…
Tutaj w Warszawie nie mam klimy w mieszkaniu. Jeśli się nie da dziś spać, pójdę do samochodu. Pojeżdżę nocą, choć nie lubię. Dobra, miałem nie narzekać. Kiedy jest mi za gorąco, wyciągam z zamrażalnika taki cooler i kładę bestię koło termometra. Temperatura spada. Pewnie tylko na mierniku, ale to działa! Nie jest mi już tak gorąco… Siła sugestii?
Muzyka na dziś: znowu Led Zeppelin. Pozostałe piątkowe „premiery i bisy poszerzone”. „Presence” oraz „In Through The Out Door”. Pięknie gra… Warto było czekać na takie „odnowy” PanaPage’a. Jeden z tych albumów będzie naszą płytą tygodnia od poniedziałku w „do południa”. Warto powalczyć…
Zdjęcia na dziś: Cable Beach, Broome 7 sierpnia 2014. W podpisach użyłem wiele tytułów piosenek, prawda?
Wino na dziś: Greyrock, Hawke’s Bay, Sauvingnon Blanc 2014. Nowa Zelandia. W Australii mówią „dobra jakość za dobrą cenę”. Delikatnie, bo 11%. W sam raz na upalny wieczór…
Dziś mój samochód pokazał 34 stopnie Celsjusza, jutro ma być stopień więcej. A sobotę będzie piekło!!! Woda, woda, woda…

Słońce...Słońce...Słońce...Słońce...
Słońce...Słońce...Słońce...Słońce...
Słońce...Słońce...Słońce...Słońce...
Słońce...Słońce...Słońce...Słońce...
Słońce...Słońce...Słońce...Słońce...
Słońce...Słońce...Słońce...Słońce...
Słońce...Słońce...Słońce...Słońce...
Słońce...Słońce...Słońce...Słońce...
Słońce...Słońce...Słońce...Słońce...

Pozostałe wpisy
» Przedostatnie... (2017-04-29, 19:54)
» Wyrwane kartki... (2017-04-24, 20:20)
» Eliane Elias... (2017-04-22, 20:20)
» Biblioteka... (2017-04-20, 19:54)
» Stolica Australii... (2017-04-18, 20:20)
» Wielki Piątek... (2017-04-14, 19:54)
» Trzy tygodnie temu... (2017-04-13, 20:02)
» Deszczowa środa... (2017-04-12, 19:54)
» Zalatany... (2017-04-10, 19:54)
» Pięć razy śledź... (2017-04-03, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN