Odległe łąki...

Marek | Blog Marka | 2014-10-28, 19:19

I znowu Australia... na zdjęciach. Bo nie mogę oderwać oczu od tych obrazów. Dzielę się więc. Wczoraj byłem w Krakowie. Ostatnie w tym sezonie autorskie spotkanie. Tym razem w Muzeum PRL w Nowej Hucie. Kiedy dostałem stamtąd zaproszenie, obawiałem się, że chodzi o "ekspozycję stałą". Skończyło się na spotkaniu. Porozmawialiśmy o tamtych czasach. Głównie przez pryzmat "Radioty". Pociąg do Krakowa jechał 4 godziny...



Porażka. Z Warszawy do Krakowa mamy niecałe 300 kilometrów. Neptun już w Warszawie miał 120 minut opóźnienia. Na szczęście podstawiło Neptuna Bis. W przedziale cztery godziny spotkania autorskiego z jednym słuchaczem Trójki. Przynajmniej szybko minęło. Znaczy trzy i pół godziny, bo poszedłem do Warsu na „danie szefa kuchni”. Schabowy był smaczny… Herbata z syntetyczną cytryną też. Kiedy w „do południa” powiedziałem, że jadę do Krakowa, napisał słuchacz, Pan Tomek Taksówkarz. „Chętnie Pana dowiozę do Nowej Huty. Miasto w remontach ulic”. Pewnie, że skorzystałem… Spotkanie było bardzo sympatyczne. Dwie godziny mijają za szybko. Jak „Markomania”. Powrót na dworzec. Robi wrażenie! Ale kanapka z salami słabo smaczna. Precle, obwarzanki – kupione. Niby mamy je już teraz także w Warszawie. Ale co Kraków, to Kraków. Pociąg powrotny miał jechać 3 godziny i kwadrans. Dobre i to. Miał jednak „planowe opóźnienie. W domu byłem o północy. Nie zasypiam od razu po powrocie. Tak, jak po Liście Przebojów. Mantykowałem z godzinę. Za to dziś zasypiam na stojąco. Dobrze, że miałem luźniejszy dzień. Na obiad „słoiki” z Szadku i Sieradza. Chyba pójdę wcześniej spać…
Zdjęcia. Nic tego nie zapowiadało. Zbliżaliśmy się do Home Valley Stadion w Kununurra. Myślałem już o prysznicu i lampce Chardonnay. Potem pyszna kolacja… John, nasz kierowca i przewodnik powiedział, że zatrzymamy się na chwilę w Cockburn Range. Tutaj Baz Luhrmann kręcił film „Australia”. Wyszedłem z samochodu i wiedziałem, że to jest ten kwadrans, na który liczyłem i na który czekałem. Zdobiłem ze 100 prawie takich samych zdjęć. Ale kiedy się jest w takim miejscu, nie myśli się o niczym innym. Zatrzymać w pamięci. Zatrzymać w kadrze… Patrzeć, patrzeć, patrzeć. Może już nigdy tutaj nie wrócę?
Wino na dziś: JC Chardonnay 2010. Miodne…

Odległe łąki...Odległe łąki...Odległe łąki...Odległe łąki...
Odległe łąki...Odległe łąki...Odległe łąki...Odległe łąki...
Odległe łąki...Odległe łąki...Odległe łąki...Odległe łąki...
Odległe łąki...Odległe łąki...Odległe łąki...Odległe łąki...
Odległe łąki...Odległe łąki...Odległe łąki...Odległe łąki...
Odległe łąki...Odległe łąki...Odległe łąki...Odległe łąki...
Odległe łąki...Odległe łąki...Odległe łąki...Odległe łąki...
Odległe łąki...Odległe łąki...Odległe łąki...Odległe łąki...

Pozostałe wpisy
» Eliane Elias... (2017-04-22, 20:20)
» Biblioteka... (2017-04-20, 19:54)
» Stolica Australii... (2017-04-18, 20:20)
» Wielki Piątek... (2017-04-14, 19:54)
» Trzy tygodnie temu... (2017-04-13, 20:02)
» Deszczowa środa... (2017-04-12, 19:54)
» Zalatany... (2017-04-10, 19:54)
» Pięć razy śledź... (2017-04-03, 19:54)
» 55 (2017-04-01, 20:20)
» Sting, hiacynty i storczyki... (2017-03-29, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN