Widok za milion dolarów i… kleszcze

Marek | Blog Marka | 2007-11-01, 13:18

Pomyślałem dziś o moim Tacie, o Baśce Głuszczak, Baśce Dzięgielewskiej, o rodzinie i znajomych, którzy odeszli. O Czesławie Niemenie, Marku Grechucie, Mirze Kubasińskiej i Tadeuszu Nalepie. O Grzesiu Ciechowskim… Gone fishing in Heaven. Ładne zadnie, które znalazłem na ławeczce, dziś na wyspie Rottnest. Popłynęliśmy tam promem z Fremantle. To dziś, a wczoraj droga z Grey przez Wedge do cywilizacji była na prawdę piękna. Znów 4x4 przedzieraliśmy się przez busz, szaleliśmy na płazy. Jeden z lookoutów na ocean mijanych po drodze nazywa się “A Million Dollars View”. I rzeczywiście. Cuda, cuda… Trudno uwierzyć w to co widać. Niebo niebieskie jak woda w oceanie. Przyroda nieskażona, prawdziwa, dzika, czysta. Oj, coś mi się wydaje, że nie każdy może tu dotrzeć. Ludzi mało… Wcale nam to nie przeszkadza. Znowu zdjęcia oceanu, białych wydm, Black Boyów. Do Fremantle dotarliśmy wieczorem. Szybka decyzja i mieszkamy w “Daly View”. Piękny hotelik w stylu angielskim z drewnianymi podłogami i bardzo wygodnymi łóżkami. Spać… Rano po śniadaniu Eagles Expressem na wyspę Rottnest. Pół godziny lekkiego kołysania, tyle jestem w stanie znieść. Znaczy mój żołądek tyle zniósł. Wyspa mocno turystyczna, znaczy jest wszystko, czego potrzebujesz. My z Piratami zdecydowaliśmy się na rowery. Znaczy Piraci zdecydowali, ja się podporządkowałem. I za jakie grzechy! Dwadzieścia kilometrów w słońcu i kasku, w którym wyglądam jak… No sami zobaczycie. Dźwigało się! Znaczy dałem rade, w końcu jestem doświadczony trasami rowerowymi w Szklarskiej, prawda? Piękne widoki rekompensują ból mięśni i “tej” części ciała. Gdzieś po drodze spotkałem małego kangurka, znaczy to jest quokka, ale też skacze jak kangur i wygląda jak jego dziecko. Od razu do mnie podszedł, choć kilku z nas robiło mu zdjęcia. Poznał dobrego… Szklanka piwa (Gunia stawiała!) kosztuje tam prawie 10 dolarów, to już wracaliśmy do Fremantle. Po drodze do hotelu zakupy w shopping mall, a tam zawsze gdzieś za rogiem czai się sklep z płytami. I co ja widzę. Eagles ‘Long Road Out Of Eden’ już na pierwszym? Dwa dni po wydaniu… Kupiłem album za 25$ (trochę ponad 50 złotych). Jeszcze nie słuchałem, bo trochę mam pietra. Na razie pooglądałem, poczytałem teksty. Fajnie, że jednak jest nowy album, 10 lat po ‘Hell Freezes Over’. Eagles to całe moje muzyczne życie. Tak, wrócę kiedyś do tematu… Czy mam tutaj pisać swoją listę przebojów, która układam od ponad 30 lat w każdą sobotę? Pomyśle o tym innym razem, bo dziś czwartek. Piraci już gotowi, idziemy w miasto, między innymi do słynnego pubu ‘Little Creatures’, kończę więc pisanie na dziś. Jeśli czytacie, znaczy udało się wysłać ze sticka w kawiarence. Jutro rano jedziemy do Margaret River, a tam święto wina przez cały rok, bo to jedna z najsłynniejszych tutaj okolic winnych. To Wasze zdrowie!

Widok za milion dolarów i… kleszczeWidok za milion dolarów i… kleszczeWidok za milion dolarów i… kleszczeWidok za milion dolarów i… kleszcze
Widok za milion dolarów i… kleszczeWidok za milion dolarów i… kleszczeWidok za milion dolarów i… kleszczeWidok za milion dolarów i… kleszcze
Widok za milion dolarów i… kleszcze

Pozostałe wpisy
» Na paluszkach... (2018-05-24, 19:54)
» Łuk... (2018-05-21, 19:54)
» Harry Angel... (2018-05-19, 19:54)
» Puste miasto... (2018-05-17, 19:54)
» Deszcze spokojne... (2018-05-14, 19:54)
» AABasiaUniat... (2018-05-13, 19:54)
» Bacharach... (2018-05-12, 19:54)
» Rzodkiewka krajowa - Carmen... (2018-05-10, 19:54)
» Pod Cichą Równią... (2018-05-07, 19:54)
» Zielono mi... (2018-05-05, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN