Taj Mahal

Marek | Blog Marka | 2011-11-14, 20:02

Basia w Trójce. Za oknem jesień, dla mnie prawie zima. Po 30 stopniach w Delhi, jeszcze kilka dni temu... Dziś pierwszy raz założyłem puchatą kurtkę zimową. Lobo najlepsze o tej porze roku. Pomidory nadal fantastyczne. Nie mogę się nimi najeść. Odrabiam zaległości. Budzi mnie za wcześnie, to te 4.5 godziny do przodu w Indiach. Indie... Dziś wspomnienie z Agry. W zasadzie Taj Mahal. Jeden z cudów naszego świata.



Po dwóch dniach w Delhi, 19 października dotarliśmy do Agry. Z Delhi samochodem. Wynajętym w Hotelu Namaskar ("the worst hotel in town" - niech będzie). Nasz kierowca to Charlie. Ten sam, który był przewodnikiem Guni & The Girls 15 lat temu. Byliśmy pewni, że damy rade wejść jeszcze do Taj Mahal na popołudniową sesję fotograficzną. Nie daliśmy rady. Widać to po kolejce w białych czapeczkach. Za to udało się zjeść pyszny obiad. I zobaczyć zachód słońca. Następnego dnia budzenie o 5. Jak ja tego nie lubię! Na nasz czas, który ciągle miałem gdzieś w tyle głowy, to był środek nocy! Nic to. Daliśmy radę. Charlie był o czasie. Bilety zakupione. Szarość dookoła, a my do Taj Mahal. Resztę już widać na zdjęciach. Wiedziałem, że Indie na zdjęciach będą piękne i kolorowe. Taj Mahal jest prawie niewiarygodny. Zjawiskowy... To był mój trzeci raz. Najwspanialszy. A może to po prostu dobry aparacik? Nie... Do teraz pamiętam to niesamowite uczucie, że jestem w miejscu wyjątkowym. Taj Mahal - koniecznie rano! Tuż po otwarciu.
Nadrabiam zaległości w dzienniku. Także w notowaniach mojej listy. Do soboty dam radę wyjść na prostą. Mam nadzieję. Przepraszam za opóźnienia, ale "musiałem być gdzie indziej". Czasem tak wyjdzie.
Do Indii już nie trzeba zabierać papieru toaletowego. To się u nich poprawiło. Jest także woda w butelkach. Bezpieczna. Nadal nie wolno pić niczego z kostkami lodu. Mogą być mrożone z kranówki. Ameba. Makrela, sardynki, szproty... zabrane z kraju, albo z raju (Australii) też się przydają. Zwłaszcza "w drodze", kiedy zatrzymujemy się w jadłodajniach, że strach się bać. To wtedy lepiej zjeść rybę z puszki i popić łykiem whisky odkażającej. Tak, to tak tylko wtedy, gdy się podróżuje z Piraci Biuro Turystyczne. Przydały się także "gorące kubki". Wiem - chemia, ale jaka smaczna!
Płyta na dziś: Florence & The Machine "Ceremonials". Niby nie moja półka, ale kawał dobrej roboty...
Wino na dziś: Wine Men Of Gotham Shiraz 2008, South Australia (probably the best wine in the world!). Pite z 3 kieliszków. Mój, Guni i Pirata... Bo Oni ciągle w Indiach.

Taj MahalTaj MahalTaj MahalTaj Mahal
Taj MahalTaj MahalTaj MahalTaj Mahal
Taj MahalTaj MahalTaj MahalTaj Mahal
Taj MahalTaj MahalTaj MahalTaj Mahal
Taj MahalTaj MahalTaj MahalTaj Mahal
Taj MahalTaj MahalTaj MahalTaj Mahal
Taj MahalTaj MahalTaj MahalTaj Mahal
Taj MahalTaj MahalTaj MahalTaj Mahal
Taj MahalTaj MahalTaj MahalTaj Mahal

Pozostałe wpisy
» Światło... (2017-10-20, 03:33)
» Downtown... (2017-10-18, 05:05)
» Deszczowa pułapka... (2017-10-15, 19:54)
» Ringo... (2017-10-14, 08:28)
» Miasto, które nigdy nie zasypia... (2017-10-13, 07:57)
» Powrót do Vegas... (2017-10-12, 07:07)
» Page... (2017-10-10, 06:46)
» W drodze... (2017-10-09, 22:22)
» Ogród Bogów... (2017-10-08, 05:55)
» Colorado... (2017-10-07, 05:55)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN