Białe Święta...

Marek | Blog Marka | 2017-12-27, 19:54

i już po! Droga na Wigilię do Szadku była jedną z najgorszych, jakie odbyłem. Padało, a potem lało. Następnie znowu padało. I nie był to śnieg... Pamiętam taką jazdę maluchem w latach 80, kiedy od Piotrkowa do Łasku jechałem po lodzie. Bałem się dodać gazu, bałem się zahamować. Przerażały mnie samochody jadące drugim pasem. Ale dojechałem. Słuchałem na pewno "piosenek z dzwoneczkami" z kaseciaka. "Driving Home For Christmas"...




Wigilia w Szadku, świąteczny obiad w Sieradzu. Nie ma jak z Rodziną. Półtora kilograma człowieka więcej. Ale było samo dobre. Są słoiki! Będzie jedzone do Nowego Roku...
Wczoraj i dziś przyszła wiosna. Nagle! Słońce od rana do wieczora (znaczy do 15), 7 do 9 stopni na plusie. No to jak tu nie pisać, że to wczesna wiosna? Jutro wróci deszcz. W „Tonacji Trójki” zagram „It’s Gonna Rain” Silje Nergaard. W sobotę w Markomanii dwie godziny Smooth Jazz Cafe. Już dziś zapraszam. Lubię te dni między świętami, a Sylwestrem. 1 stycznia trójkowy Top Wszech Czasów. 24 raz. Głosy oddane? Moje jeszcze nie, więc nie poganiam. Lubimy wszystko robić na ostatnią chwilę. Nie zrobiłem jeszcze mojego muzycznego podsumowania roku. Przesłuchuję ulubione płyty. Dziś Silje Nergaard, Stacey Kent, Buckingham McVie i Gang of Youths. I wszystkie ciągle pięknie mi grają. Czy mam już jakieś postanowienia na nowy rok? Tak, podsumowanie 2017 pojawi sie tutaj i w Tonacji Trójki w połowie stycznia. Można? Można... I będę kontynuował postanowienie sprzed dwóch lat? Chyba... Codziennie wyrzucać z domu dwie rzeczy. I to nie tylko płyty kompaktowe. Już jest nieźle, a ma być tylko lepiej.
Wino na dziś: Caravan Durif 2015, South Eastern Australia.
“Wild Oats XI” wygrał regaty Sydney Hobart. I ustanowił niesamowity rekord trasy. I od razu wróciły wspomnienia... Bywało się tam. To niesamowite przeżycie zobaczyć to na żywo. Hobart, jedno z moich ulubionych miejsc na świecie... Rozmarzyłem się.
Zdjęcia na dziś: „białe święta”. Taka tam impresja na temat. Grzybowa zdecydowanie wygrała. Jak każdego roku. Ale zaraz dalej kapusta z grzybami, grzyby w cieście, karp w galarecie, pierogi z kapustą i grzybami, fasola Jaś, piernik, tort bezowy. Następnego dnia orzechowy. I jak tu nie jeść... Grzybowa była też dziś. Będzie jeszcze jutro. Lubię powtarzalność.

Białe Święta... Białe Święta... Białe Święta... Białe Święta...
Białe Święta... Białe Święta... Białe Święta... Białe Święta...
Białe Święta... Białe Święta... Białe Święta... Białe Święta...
Białe Święta... Białe Święta... Białe Święta... Białe Święta...
Białe Święta... Białe Święta... Białe Święta... Białe Święta...
Białe Święta... Białe Święta... Białe Święta... Białe Święta...

Pozostałe wpisy
» Tylko błękit... (2018-09-13, 19:54)
» Tydzień temu w Calvi... (2018-09-12, 19:54)
» Porto... (2018-09-10, 19:54)
» Dom to jest dom... (2018-09-08, 22:22)
» Sopot błękitny... (2018-09-01, 19:54)
» Audycja... (2018-08-31, 19:54)
» Koncert... (2018-08-30, 19:54)
» Gdynia latem... (2018-08-28, 19:54)
» Foster, David Foster... (2018-08-23, 19:54)
» Loch Lomond Lake... (2018-08-20, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN