W poprzednim wcieleniu byłem Hindusem

Marek | Blog Marka | 2008-01-15, 16:43

Tak to sobie wymyśliłem ponad 20 lat temu, gdy dwa razy poleciałem do Indii. Trzeba sobie spełniać marzenia. Podróż do Indii była wtedy jednym z największych. O Australii nawet nie śniłem. Znaczy na lotnisku w Singapurze spotkaliśmy Polaków, którzy lecieli do Australii. Pomyślałem, że lecą na koniec świata... Jeszcze pół dnia dalej. Wtedy wydawało mi się to jakieś abstrakcyjne. Przecież ja byłem już w na końcu świata! Wszystko jest względne.

Pierwszy raz poleciałem do Indii 24 października 1984 roku. Przez Moskwę i Taszkient. Survial, ale wtedy jeszcze nie było pewnie tego określenia. Wylądowaliśmy w Delhi we czwartek 26 października. Autokar do Hotelu „Relax”. Ktoś tam bywał? Niezwykłe miejsce i wyjątkowo tanie. Jakieś dwa dolary za nocleg? U Kumara, bo tak się nazywał właściciel. Lubił Polaków. Przywoziliśmy mu whiskey. Na sprzedaż. Na lotnisku można było kupić „ucho”, znaczy 2 litry Jasia Wędrowniczka za 8.40$. Można było za to spokojnie przeżyć w Indiach ze 2 tygodnie? Jak to możliwe? Takie były czasy… Moja pierwsza dalekowschodnia podróż to były Indie, Malezja, Singapur i Nepal. Ja endżojowałem, a obok działa się historia. W środę 31 października w Delhi zastrzelono Indirę Gandhi. O 9.20 padło 16 strzałów, o 16 Pani Premier zmarła w szpitalu. Cały dzień spędziłem w mieście. Chodziłem i robiłem zdjęcia. Kompletnie nieświadomy tego, co się stało. Kiedy wracałem do hotelu zastanowiło mnie to, że czynny całą dobę Paharganj – targ, na którym wszystko można sprzedać i kupić, był zamknięty. 1 listopada wprowadzono w Delhi stan wyjątkowy. Nas uratowało to, że tego dnia o 4 rano pojechaliśmy na lotnisko, żeby lecieć do Malezji… Czułem się jak w kinie. Kolory, zapachy, miejsca, ludzie. Podróż jak ze snów. Lepiej, nigdy w snach nie widziałem takich miejsc. Singapur zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Orchard Road. Może to o niej Leo Sayer śpiewał w latach 70? Kiedy wróciliśmy do Delhi 9 listopada było już prawie OK. Patrole wojskowe na ulicach, ale turyści byli traktowani ulgowo. Tydzień później Nepal. Dach świata. Nie bardzo mogłem uwierzyć w to co widziałem. To był raczej taki długi sen. Piękny i kolorowy. No i na dodatek pachnący. Takimi zapachami, jakich wcześniej nie znałem. Poza tym pierwszym dniem, gdy koło Hotelu „Relax” krowa prawie mi narobiła na buty i chciałem wracać, czułem się świetnie. Jak ryba w wodzie. Jak u siebie… Kiedyś jechaliśmy długo autokarem. Zmęczeni zatrzymaliśmy się na kolacje w przydrożnej jadłodajni. Obok płynęła rzeka. Nawet się nie zastanawiałem, trzeba było się wykąpać, umyć głowę… Pomyślałem: „chyba kiedyś już tutaj byłem”. Taka jedna myśl…. Po powrocie do kraju, z przygodami zresztą (może kiedyś wrócę do tematu), napisałem oczywiście Listę Przebojów Miejsc Ulubionych.
1. Nagarkot w Nepalu (7133 stopy nad poziomem morza) widać stamtąd koronę Himalajów
2. Khajuraho – miasto z przeszłości, czarno białe.
3. Taj Mahal – Agra. Triumf miłości.
4. Varanasi (Benares) nad Gangesem. Miasto umarłych i żywych. Chyba w takiej kolejności.
5. Kathmandu, stolica Nepalu. Miasto wszystkich ludzi.
6. Dajabumi Center - Kuala Lumpur. Wtedy dla mnie XXI wiek.
7. Singapur…
8. Red Ford/ Jama Masjid – Old Delhi
9. Amber / Jaipur – różowe miasto
10. Janpath / Paharganj… tam byłem jak u siebie…

A i tak po powrocie ciągle śnił mi się barwny, pachnący, kolorowy Singapur. I wracałem potem do niego. Zdjęcia z Indii znajdę, ale na razie w galerii wracamy do Australii. Tak na chwileczkę…

W poprzednim wcieleniu byłem HindusemW poprzednim wcieleniu byłem HindusemW poprzednim wcieleniu byłem HindusemW poprzednim wcieleniu byłem Hindusem
W poprzednim wcieleniu byłem HindusemW poprzednim wcieleniu byłem HindusemW poprzednim wcieleniu byłem HindusemW poprzednim wcieleniu byłem Hindusem
W poprzednim wcieleniu byłem HindusemW poprzednim wcieleniu byłem HindusemW poprzednim wcieleniu byłem HindusemW poprzednim wcieleniu byłem Hindusem

Pozostałe wpisy
» Górom... (2018-02-19, 19:54)
» Dzień radia... (2018-02-12, 19:54)
» Igrzyska... (2018-02-10, 19:54)
» Na pączka... (2018-02-08, 20:02)
» Pokora... (2018-02-05, 19:54)
» Dzień ciasta marchewkowego... (2018-02-03, 19:54)
» Remont trwa... (2018-02-01, 19:54)
» Siekorki... (2018-01-29, 19:54)
» A Foggy & Smoggy Day... (2018-01-27, 19:54)
» SJCafe17... (2018-01-25, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN