Cień dziecka...

Marek | Blog Marka | 2015-06-01, 19:54

Bo kto z nas nim nie jest? Kiedy dziś w porannej audycji "Zapraszamy Do Trójki" Marcel rzucił pytanie, co Państwo pamiętają z najdawniejszego dzieciństwa, zacząłem się zastanawiac i ja. Jedno z dwóch zdarzeń. Pierwsze: "szedłem na koniec świata, bo młodsi bracia płakali w nocy". Brałem poduszkę jasiek, podpiwek (Mama zawsze latem robiła...). Żegnałem się ze wszystkimi i szedłem na ten koniec świata. Dobrze, że ulicą Krótką...




Zdarzenie drugie: „powrót z przedszkola z kotletem mielonym w kieszeni”. Z daleka było go widać, bo duży był i tłusty. Za duży i za tłusty, jak na przedszkole. Nie wracałem ze szpinakiem, bo się brzydziłem wziąć to do ręki. No takie tam tego… Przeżyłem też wiele razy (WIELE RAZY) sytuację, że mam brudną buzię, a Mama wyciera mi ją chusteczką poślinioną. No tak bywało… Ale ogólnie młodsze dzieciństwo było fajne. Grało się w „12 patyków”, choć już nie pamiętam o co chodziło. Picie tranu też było traumą. Łyk z dużej łyżki, a potem zagryzanie kawałkiem chleba ze smalcem i solą. Chyba działało. I jeszcze jedno. Dziadek Wicek wysyłał mnie do sklepu po cukierki koktajlowe. Dwa złote i osiemdziesiąt groszy na 10 deko słodkiej przyjemności. Byłem szkrabem… Dziadek zawsze dawał mi jednego cukierka, kiedy je przyniosłem ze sklepu. Według niego byłem wisusem albo urwisem, ale Dziadek był cudowny. Miał takie sumiaste wąsy. A cukierki? Takie zwyczajne. Słodkie. Nadziane miodną substancją, która rozlewała się na podniebieniu. Pyszne… Chciało się po nich pić. Mama mówiła: „nie pij wody, bo ci się żaby zalęgną w żołądku”. Piło się więć kompot z rabarbaru albo renklod. A teraz woda jest moim ulubionym napojem. Bez wody nie żyję. Najchętniej lekko gazowana. Wiem, nic zdrowego, ale niezdrowe jest pyszne!
Na dzień dziecka ugotowałem sobie na obiad młode ziemniaki i młodą marchewkę. Do tego sos grzybowy. Pieczarki świeże, prawdziwki mrożone, podgrzybki suszone. Pycha! W całym mieszkanku pachnie do teraz…
Muzyka na dziś: płyty produkowane przez Larry’ego Kleina (Melody Gardot). Posłuchałem już Joni Mitchell, Thomasa Dybdahla, Waltera Beckera. Przede mną jeszcze Julia Fordham. Szykuję Tonację Trójki na czwartek…
Wino na dziś: (miss me when i’m gone) Caravan Durif (a.k.a Petite Sirah) Quarisa Wines 2013, South Eastern Australia. Aaaaa! Dziś miał być “dzień bez alkoholu”. Wybieram jednak toast za Dzień Dziecka!
Zdjęcia na dziś: Chicago! Początek sierpnia 2008 roku. Już zaraz potem miały być Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Wspominanie…

Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...
Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...
Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...
Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...
Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...
Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...
Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...
Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...
Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...Cień dziecka...

Pozostałe wpisy
» Fleetwood Mac... (2017-06-19, 19:54)
» Suzanne Vega... (2017-06-17, 19:54)
» Russell Falls... (2017-06-14, 19:54)
» Lecimy do Hobart... (2017-06-12, 19:54)
» Piknik Australijski... (2017-06-10, 19:54)
» Kurki... (2017-06-08, 19:54)
» Zimno/ciepło... (2017-06-05, 19:54)
» Stadion Narodowy... (2017-06-03, 19:54)
» Z Jasnej w świat... (2017-06-01, 19:54)
» Lecimy? (2017-05-29, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN