Czas powrotu...

Marek | Blog Marka | 2008-11-27, 18:18

Rok temu o tej porze wracałem z Australii. Minął rok. Kiedy? No właśnie tak szybko płynie czas. Może tylko mnie? Wracałem z dużym bagażem słońca, zdjęć, nowej muzyki. Wracałem, bo za klika dni miałem zacząć nową pracę. Wracałem, żeby zobaczyć album "Piosenek z dzwoneczkami". Powstawał w międzyczasie. Wspomnienia są jednak zawsze tylko piękne.

A może tylko ja tak mam? Za dużo pytań. W ostatnią noc przed wylotem śnił mi się „świat równoległy”. Tak się nazywał. Spotkałem tam Grzesia Ciechowskiego. Podarował mi wielką donicę z kwiatami. Wiedział, że nie żyje. Ja też wiedziałem. Mówił, że tam jest fajnie. Taki sen przed odlotem? Strach się bać. Nie boję się latania. Ostatnia noc przed jest zawsze dziwna i niespokojna, ale to raczej adrenalina przed podróżą. Tak myślę. Co ma być to i będzie. W sprawie snów. Ostatnio znów mam dziwne i kolorowe. Robię dużo zdjęć, aż nagle psuje mi się „aparacik do bani”. A tu jeszcze tyle obrazów do złapania. Wtedy na szczęście się budzę. Piję łyk wody i śpię dalej. Często wpadam w to samo marzenie. Tak lubię. Nie lubię, kiedy mój samochód stacza się tyłem po śliskiej drodze, a ja nie mogę się odwrócić, żeby śledzić drogę. Tak też miewam… Nic to i tak uwielbiam uciekać do „świata równoległego”, szczególnie kiedy za oknem tak, jak dzisiaj. O 14.30 robi się ciemno. Jak tu żyć? Czekać cierpliwie do świąt. Potem Sylwester, a następnie już zaczniemy wyglądać wiosny. Właśnie… Rok temu w Australii była właśnie wiosna. Najpiękniejsza tam pora roku, bo jeśli nie kwitnie wszystko, to przynajmniej jest zielono. To była piękna niedziela 25 listopada. Z Anką i Edziem wybraliśmy się na „piknik pod wisząca skałę”. Hanging Rock jest niedaleko od Melbourne. Kilka godzin jazdy samochodem. Zabraliśmy jedzenie i wino. Było cudownie. Połaziliśmy po górach, odwiedziliśmy winnicę. No żyć nie umierać! Proszę pooglądać zdjęcia. Po powrocie do Warszawy napisałem w „dzienniku zeszytowym”, który zapisuję od 40 lat, że TEN (dziesiąty) to był mój ostatni raz. „Nie wiem, nie wiem, nie wiem… wiem” – tak śpiewała Regina Pisarek w bardzo starej piosence sprzed ponad 40 lat. Ja ciągle nie wiem…

Czas powrotu...Czas powrotu...Czas powrotu...Czas powrotu...
Czas powrotu...Czas powrotu...Czas powrotu...Czas powrotu...
Czas powrotu...Czas powrotu...Czas powrotu...Czas powrotu...
Czas powrotu...Czas powrotu...Czas powrotu...Czas powrotu...
Czas powrotu...Czas powrotu...Czas powrotu...Czas powrotu...

Pozostałe wpisy
» Lubię wracać... (2018-11-13, 19:54)
» Wolny dzień... (2018-11-12, 19:54)
» Taj Mahal... (2018-11-10, 19:54)
» Turnau... (2018-11-08, 19:54)
» Walls... (2018-11-05, 19:54)
» Lipcopad... (2018-11-03, 19:54)
» 7 lat temu... (2018-11-01, 19:54)
» Cukierek albo psikus? (2018-10-31, 19:54)
» Rocky Mountain High... (2018-10-30, 19:54)
» Czas zimowy... (2018-10-29, 19:54)
Marek Niedźwiecki RSS Feed

Ten blog to wyraz moich osobistych poglądów. MN